snookKiedy naprzeciw siebie stają zawodnicy, którzy bilansie pojedynków mają tak jednostronny bilans 1:8, a we frejmach 4:15, w dodatku ostatni pojedynek wygrany przez tego słabszego miał miejsce wiosną 2009 roku, to ciężko się spodziewać, że ktokolwiek obstawiłby wynik wbrew rozsądkowi. Ponadto biorąc pod uwagę wszystkie znaki na niebie i ziemi, począwszy od brejków ugrywanych w tej edycji, poprzez aktualne miejsce w tabeli, aż po serię ostatnich spotkań ligowych to porażki Karola Szuba-Jabłońskiego w tej kolejce zapewne nikt rozsądny nie brał nawet pod uwagę. Nierozsądnych nie sieją, sami się rodzą…


Sprawcą niespodzianki stał się Piotr Słodzinka, który brawurowo, wbijając wiele notowanych brejków 30+, grając na wręcz niebotycznej skuteczności… tego meczu nie wygrał. To bardziej Karol ten mecz przegrał, choć swoje trzy grosze oczywiście jego przeciwnik wtrącił. Jak to mawiają „Życie jest wybrukowane straconymi okazjami.”, a Piotr, po dwóch kolejkach i zerowym dorobkiem na koncie (dwie porażki 0:3), z okazji po prostu skorzystał najlepiej jak mógł. Liczne pudła Karola, faule i nienajlepsza gra w obronie otworzyłyby każdemu pierwszoligowcowi szansę, którą po prostu trzeba wykorzystać. To się udało.

Seria Karola, 13-tu spotkań bez porażki przeszła do historii, jednak do rekordu jeszcze i było daleko - Wiktor Doberschuetz zwyciężając w ostatnim pojedynku Jesienią 2010 oraz kompletując wygrane we wszystkich pojedynkach Zimą i Wiosną 2011 ustanowił serię 19 spotkań bez porażki w 1 Lidze. Imponujące, prawda?

 

Słodzinka tym samym zgarnął 4 punkty w niedzielny poranek, wcześniej bowiem ograł Marcina Gdulę, również 2:1. A skoro o Marcinie mowa, to po czterech porażkach zajmuje 9-tą pozycję z 2 punktami na koncie, trafiła mu się bowiem jeszcze boleśniejsza przegrana potyczka – 0:3 z Marcinem Jamroziakiem. W miniony weekend, podobnie jak Piotr i Marcin, dwa pojedynki rozegrał również Filip Siudziński, który wykorzystał słabą dyspozycję Macieja Undrycha aplikując do jego rubryki z przegranymi frejmami 2 pierwsze w tej edycji oraz ugrywając frejma z Wiktorem Doberschuetzem, który po zwycięstwie rozsiadł się w fotelu lidera z 1-nym punktem przewagi na Szubkiem. Filip z Maciejem mają 3 punkty straty a goniący grupę medalową Jamroziak - 6.
Tymczasem w drugiej lidze, zaległości jął nadrabiać Tytus Pawlak. Dwa spotkania z Kuśnierzem i Jachimowskim padły jego łupem, chociaż do zgarnięcia puli punktów potrzebował za każdym razem trzech frejmów. Z pewnością wytrawny obserwator zauważy zdobycz 39-cio punktową na liście brejków – to najwyższy brejk w karierze Tytusa, co z pewnością doda mu skrzydeł w kolejnych grach. W zgoła odmiennym nastroju opuszczał klub dwukrotnie Oskar Żuchowski, który najpierw w niedzielny poranek nie dał rady urwać frejma Markowi Leichertowi, a potem w poniedziałkowy wieczór uznał wyższość Rafała Zimniaka notując na swym koncie porażkę nr 5. Ciężki ten żywot beniaminka, ale teraz Oskar powinien mieć nieco łatwiej, bowiem 4 z 5 najmocniejszych potencjalnie przeciwników ma już za sobą.
Pomarańczowa tabela przestawia się podobnie jak i wcześniej omawiana, niebieska, pierwszoligowa. Nie ma już nikogo bez porażki, a po 4 kolejkach prowadzi Marek Leichert z przewagą 2-óch punktów nad Pawlakiem. Na dnie wspomniany Żuchowski oraz Jakub Kozubski, którzy solidarnie póki co przegrywają swoje pojedynki.
Bez niespodzianki wśród trzecioligowców rozpoczął się weekend. Gładko zwyciężył Sebastian Wawrzyniak w meczu przeciwko Przemkowi Semikowi, ale notowanych brejków nie stwierdzono. Ponadto w zaciętym pojedynku pierwszy tryumf na koncie Ani Gruszkiewicz. Szlachetnym snookerzystą ustępującym pola niewiaście został Mateusz Rusin. Ze zmiennym szczęściem grał Tomasz Bystrzyński – najpierw nie wykorzystał szansy dobicia trawionego chorobą wirusową typu grypa Fryderyka Bukowskiego, lecz powetował to sobie na Remiku Augustyniaku. W tym drugim meczu mieliśmy jedyną dogrywkę tego weekendu, a wygrał ją w pierwszym frejmie Tomek. W ostatnim pojedynku aspiracje do awansu potwierdził Marcin Dzbanuszek inkasując 3 punkty po bezlitosnym obijaniu Radka Lewandowskiego.
Pierwsze rozstrzygnięcia zapadają w 4 Lidze. W grupie A Miłosz Kaczmarek kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa i mimo jednego zaległego pojedynku z 9 punktami przoduje przed Januszem Wojtkowiakiem. W ten weekend udało mu się przetrwać w dwóch ciężkich końcówkach frejmów z Jarkiem Chełminiakiem. Jarek natomiast najlepszego weekendu nie miał, bo zremisował dodatkowo z Mariuszem Kukułką i spadł na 3-cią pozycję w tabeli.
W grupie B karty rozdaje Paweł Flantowicz. Z bilansem 5-1-0 może już tylko zacierać ręce czekając na potknięcia przeciwników. Nie potykał się jednak najważniejszy rywal – Michał Kozicki, który ogrywająć Tomka Wojtkowiaka i Marcina Blachowskiego i mając przed sobą mecz właśnie z Pawłem nadal ma dużą szansę wywalczyć 1 miejsce w grupie.
Ostatnie grono czwarto ligowców wydaje się również zdominowane przez występy jednego gracza. Nic jednak bardziej złudnego – Olek Kowalski z 13-oma punktami wyprzedza zarówno Piotr Gazdę i Łukasza Jamroziaka mając na koncie o 2 mecze więcej. Niemniej, 6 punktów przewagi nie pozostawia przeciwnikom wiele swobody. Po porażce Daniela Kozy z Andrzejem Kurczewskim prawdopodobnie ta trójka rozstrzygnie między sobą sprawę 1-go miejsca.