snookPo cichutku, bez żadnych wstrząsów i tąpnięć, w atmosferze coraz milszej pogody na zewnątrz ruszyła sobie Liga Snookera 12ft. Trudno powiedzieć czy to wiosenne rozleniwienie, czy wielkanocne reminiscencje leżenia do góry brzuchem, ale snookerzyści zabrali się niezbyt żwawo do rywalizacji. Jedna trzecia pojedynków została przełożona na termin późniejszy a wśród tych, które się odbyły nie było spektakularnych zwycięstw czy miażdżących brejków. Ale nie dramatyzujmy – nie były to emocje jak na leśnym zbieraniu jagód – prędzej jak na grze w bingo w domu starców.

Pierwsza liga cała poszła na wagary. Kujonem, który został na zajęciach okazał się być Marcin Jamroziak. Rozegrał on dwa mecze: z Robertem Jachimowskim i Marcinem Gdulą. Dla Roberta był to nieudany debiut pierwszoligowy – nie urwał żadnego frejma przeciwnikowi, choć pierwszego z nich przegrał dopiero na bili czarnej. Podobna historia groziła Marcinowi Gduli, lecz jemu dla odmiany sztuka wygrania partii na czarnej się udała. Niemniej jednak pozostałe dwie odsłony pojedynku oddał przeciwnikowi.

wawrinka
Sebastian Wawrzyniak

W drugiej lidze dla odmiany wojskowa dyscyplina. Żaden z zawodników nie wychylił się z meczem poza weekend wyznaczony przez organizatorów. (Nawiasem mówiąc, taki porządek wywołuje u nich 37% orgazmu). Dwóm zawodnikom udało się zwyciężyć bez straty frejma. Dzięki wbitemu brejkowi 20 Marcinowi Smorawskiemu to Karol Siódmiak znajduje się ma miejscu pierwszym. Paweł Deckert, który pokonał Johna Lennona usadowił się tuż za Karolem.

Sebastian Wawrzyniak kontynuuje swoją passę meczów bez porażki. Ma już na koncie ponad trzydzieści takich spotkań. Ile dokładnie? Trudno powiedzieć, bo się trochę pogubiliśmy, jak Kazimierz Greń w swoich wersjach historii o opylaniu biletów pod stadionem w Irlandii. Zaczniemy to liczyć jak Seba się wyłoży – a kto wie – może to równie dobrze nastąpić dopiero jesienią. W ostatni weekend do tej serii dołożył wygraną nad Tytusem Pawlakiem, choć dopiero po trzecim decydującym frejmie. Jest to też sygnał dla Wawrzyniaka, że ten rekord będzie mu coraz trudniej windować, gdyż im dalej w las tym przeciwnicy trudniejsi.

kozicki
Michał Kozicki

W trzeciej lidze zapachniało małą niespodzianką. Zawodnik z pierwszoligowymi tradycjami, czyli Przemysław Poźniak przegrał 0:2 z Michałem Kozickim, który nominalnie powinien zagrać w czwartej lidze. Powinien gdyż do niej spadł, lecz gra w trzeciej ponieważ wycofało się kilku zawodników grających w zeszłej edycji na wyższych pozycjach. Przebieg spotkania był w miarę wyrównany, jednak końcówki obu frejmów zdecydowanie wygrał Michał.

Najciekawsze spotkanie w trzeciej lidze odbyło się między Miłoszem Kaczmarkiem a Marcinem Dzbanuszkiem. To właśnie w tym meczu padł póki co najwyższy brejk kolejki – 25 pkt., a ustrzelił go Marcin. Stało się to w pierwszym frejmie, którego to wygrał z ponad pięćdziesięciopunktową przewagą. Wydawać by się mogło, że tak zdominowanego przeciwnika Dzbanuszek po prostu dobije w drugiej partii. Nic bardziej mylnego – Miłosz zakasał rękawy i walczył jak równy z równym wygrywając tę część na samej końcówce. Dzbanuszek wytracił nieco tempo i w trzecim frejmie zdobył tyle punktów na ile sam pozwolił przeciwnikowi w pierwszej części spotkania. Kaczmarek wbił o 12 oczek więcej i to on wygrał te ciekawe spotkanie.

tic
Przemysław Tic

W grupie A czwartej ligi rozegrano tylko trzy spotkania. Najaktywniejszy w miniony weekend był Bartek Sawka, który rozegrał dwa mecze ze zmiennym szczęściem. Najpierw wyraźnie uległ Emilowi Mądremu, by następnego dnia pokonać Przemka Tica. Wygrany mecz Bartek dodatkowo zaakcentował póki co najwyższym brejkiem wbitym w czwartej lidze w wielkości 20 pkt.

W grupie B z niezłym wynikiem wystartował absolutny debiutant Marcin Trurl. Urwał jeden punkt w meczu z Maciejem Śniegowskim. Marcin wygrał pierwszą partię, przez co „Śniegu” zdenerwował się jak Macierewicz, gdy ktoś temu mówi, że w Smoleńsku nie było zamachu. Maciej w drugiej odsłonie wbił cztery brejki notowane, co jest wydarzeniem niespotykanym jak na warunki czwartoligowe. Remis zatem rezultatem jak najbardziej sprawiedliwym.

sobczak
Tomasz Sobczak

Na czele tabeli dwa gruboskórne gbury: Łukasz Jamroziak i Andrzej Kurczewski. Ten pierwszy nie okazał krzty uprzejmości wracającemu po pięciu latach do gry staremu znajomemu Tomaszowi Sobczakowi i ograł go z zimną krwią 2:0. Podobny proceder popełnił Kurczewski, który w ten bezpardonowy sposób potraktował Wiktorię Jendruszak. To. Jest. Skandal.

Jak utylitarnie i z empatią należy postępować w takiej sytuacji pokazał nam Karol Tyszer. W spotkaniu z Danielem Kozą wygrałby również dwa frejmy, lecz postanowił podzielić się punktami z kolegą. Karol wymyślił sobie, że pokaże Kozie, iż w obu frejmach jest lepszy, ale w jednym z nich dla wyższej idei wbił ostatnią czarną z białą, oddając w ten sposób partię przeciwnikowi. To jest gest!

Już w najbliższy weekend druga kolejka a dzień wcześniej zostaną otwarte zapisy na majowy turniej o Puchar Ligi Snookera 12ft. Polecamy!