ligsnoLiga na półmetku. Dziwny to okres, zwłaszcza w tej edycji. Są już uciekający reszcie stawki liderzy oraz są zawodnicy, którzy już wiedzą, że jesienną odsłonę Ligi mogą już spisać na straty. Niektórzy już nawet rozegrali większość pojedynków a jest i wyjątek, który (z powodów osobistych) nie pojawił się ani razu przy stole i w czwartej lidze we wszystkich kolumnach przy jego nazwisku widnieją same zera. Co wiemy w połowie edycji?

W pierwszej lidze stosunkowo często gubi frejmy Wiktor Doberschuetz, jednak w sześciu grach nie zaliczył jeszcze porażki. W tej chwili jest zdecydowanym liderem i najpoważniejszym kandydatem na Mistrza Ligi JESIEŃ 2015. Spotkanie bardzo przyjemne dla oka widza, Wiktor rozegrał w minioną sobotę, gdy zdemolował Roberta Jachimowskiego 3:0 (74:13, 78:18, 77:25). Doberschuetz urządził sobie festiwal strzelecki i wbił siedem brejków notowanych, z czego dwa z nich automatycznie wylądowały na szczycie listy brejków (53, 40).

Cztery punkty straty do lidera ma Piotr Gazda, który nawet jak przegrywa, to zarabia punkty. Piotrowi nie zdarzyło się jeszcze w tej edycji zaliczyć meczu, po którym nie powiększyłby swojego konta punktowego - nie zaliczył jeszcze przegranej 0:3. Taki scenariusz przytrafił mu się po raz kolejny w ostatnim meczu - z Rafałem Zimniakiem. Początki były nawet obiecujące, gdyż pierwszego frejma wygrał Piotr. Skończyło się jednak tak, jak to najczęściej Gaździe się przytrafia w tej edycji - przegrana 1:2.

Trudno jednoznacznie wyłowić kandydatów do spadku z pierwszej ligi w tej edycji. Na dnie tabeli znajdują się Maciej Undrych z Tytusem Pawlakiem, głównie dlatego, że mają najmniej spotkań rozegranych. Udało im się jednak zebrać sensowne zdobycze punktowe, mimo małej ilości okazji do ich zdobycia. Dobrym przykładem jest Undrych, który będąc na ostatniej pozycji, minionej soboty pokonał 2:1 wicemistrza poprzedniej edycji - Marcina Gdulę. Zamiast postawić "kropkę nad i" w kolejnym meczu, Maciej oddał zwycięstwo Tytusowi Pawlakowi, dzięki czemu ten drugi znajduje się oczko wyżej niż on sam. Mecz ten się mógł się podobać, gdyż o zwycięstwie decydowała dogrywka w ostatnim trzecim, rozstrzygającym frejmie.

Marek Leichert dominuje w drugiej lidze. Sytuacja jest rzeczywiście wyjątkowo rzadka, bo ma dwukrotnie więcej punktów, niż wicelider Fryderyk Bukowski. I to mając na koncie tylko jeden mecz rozegrany więcej. Co ciekawe - na pięć rozegranych spotkań, Marek dopiero w niedzielę stracił pierwszego frejma. Autorem niespodzianki jest Marcin Dzbanuszek, który mimo że ten mecz przegrał, zniszczył perfekcyjny obraz zwycięstw Leicherta, który w tym spotkaniu zdobył do tabeli jedynie dwa punkty.

Do pościgu niespecjalnie garną się wspomniany Bukowski z Pawłem Flantowiczem. Fryderyk już zdążył zebrać cięgi od Leicherta (0:2), ale przy równej liczbie punktów i gorszym bilansie frejmów w porównaniu z Flantowiczem, zajmuje jednak pozycję drugą, gdyż z kolei z Flantowiczem udało mu się wygrać (2:1). Przy potknięciu Leicherta, Fryderyk miał szansę zniwelować przewagę lidera, jednak w miniony weekend zanotował taki sam wynik jak wągrowiczanin. Zacięte spotkanie z Mateuszem Rusinem, w którym dwa frejmy kończyły się na czarnej, ostatecznie 2:1 wygrał Bukowski.

Z kolei gdzie w tym wszystkim znajduje się Paweł Flantowicz, będziemy wiedzieć już w niedzielę, gdy rozegra on w sumie z dniem poprzedzającym. trzy spotkania, w tym w samo niedzielne południe hitowo zapowiadający się mecz z liderem drugiej ligi - Leichertem.

Trzecią ligę zdominował Miłosz Kaczmarek. Nie jest to przewaga w stylu Leicherta, ale Miłosz po pięciu grach pozostaje jedynym niepokonanym trzecioligowcem. W sobotę Kaczmarek w dość dziwnym meczu zwyciężył bezproblemowo Macieja Śniegowskiego. Oba frejmy wędrowały na jego konto w sposób niezagrożony. Frustracja Macieja była natomiast główną przyczyną przedwczesnego poddania drugiego frejma przy stanie 21:2 dla przeciwnika.

Rozgrywki w trzeciej klasie gier będą arcyciekawe tej edycji. Mamy tutaj towarzystwo najbardziej wyrównane i większość zawodników może realnie myśleć o awansie, jak i większość ma podstawy w swoich umiejętnościach, by uniknąć spadku. Smaczku dodaje temu wszystkiemu fakt, że gra tu ośmiu zawodników, którzy nominalnie powinni znajdować się w czwartej lidze, ale przez to, że część snookerzystów w tej edycji nie wystartowała, zostali oni wciągnięci do ligi trzeciej. Te szansę każdy chce wykorzystać i to widać w większości spotkań.

Przemek Semik traci pierwsze punkty. Po czterech zwycięstwach w czwartoligowej grupie A, Przemysław musiał podzielić się punktami z wiceliderem, Wojtkiem Ptakiem. Ciekawostką z tego meczu jest to, że to o dziwo Wojtek był bardziej niezadowolony z wyniku, mimo że był pierwszym snookerzystą, który w tej edycji wygrał frejma z Przemkiem. Celował w wygraną.

Na cichego bohatera tej grupy wyrasta Karol Tyszer. Wygląda to jakby w końcu doświadczenie ligowe wielu minionych edycji zaczęło kiełkować i Karol zaczyna notować dobre wyniki. Póki co jedyną porażkę zaliczył z liderem grupy. W każdym kolejnym meczu już punktuje. Ostatnią jego ofiarą stał się Artur Urbaniak, z którym Tyszer nie miał większych problemów i pokonał go 2:0. W tej chwili Karol traci punkt do drugiej pozycji, z której to zawodnik trafi w drugim etapie czwartoligowych gier do grupy 1-4.

Ładny mecz w czwartej lidze został rozegrany między Mikołajem Stęsikiem a Dawidem Jachimowskim. Lider grupy, mający same zwycięstwa na koncie, w końcu musiał się podzielić punktami - z młodszym adeptem snookera. Dawid z Mikołajem zagrali spotkanie, które rzadko się zdarza w czwartej lidze - odnotowano w sumie cztery brejki notowane. Podział punktów nie zadowolił żadnego z nich, gdyż każdy myśli o zajęciu pierwszego miejsca.

Ta misja będzie dla młodszego z Jachimowskich jednak trudna. Dawid rozegrał w miniony weekend trzy mecze i na dziewięć punktów możliwych do zdobycia zdobył... ...tylko wspomniany wcześniej jeden. Spotkania z Piotrem Adamczakiem i Kazikiem Czernecki potoczyły się zupełnie nie po jego myśli - dwukrotnie starsi zawodnicy byli lepsi.

Obraz w tej grupie jeszcze może być ciekawszy - ostatnia trójka zawodników ma o jeden mecz mniej rozegrany. Jeśli solidnie zapunktują - możemy spodziewać się sporych przetasowań.