Doprawdy nie wiem jak to Paweł Flantowicz robi, ale kompletnie rozmontował w sobotnie południe obronę Tytusa Pawlaka dominując praktycznie w każdej odsłonie meczu. Jeszcze bardziej się zatem dziwię jak widzę kontynuującego dobrą grę szczecinianina w pierwszym frejmie meczu z Marcinem Jamroziakiem, a potem dzieje się coś, co tylko w przypływie krasomówczej fantazji, po 6, no może 8 browarkach, byłby w stanie wyjaśnić jedunie klubowy bard Giusio… i bohaterem spotkania zostaje Marcin wyciągając dwa frejmy na czarnej bili. Chciałoby się powiedzieć coś o przepaści dzielącej umiejętności snookerzysty Jamroziaka od snookerzysty Pawlaka, ale przecież takowa nie istnieje...


Wracając jednak do Flantowicza - później, również nie było różowo, bowiem beniaminek Olek Kowalski napsuł mu krwi niemało, niemniej Paweł potrafił przeważać szalę zwycięstwa na swoją stronę w samych końcówkach partii bazując na większym doświadczeniu. Tym samym w sobotę do Szczecina pojechało 7 pierwszoligowych punktów, choć jak Paweł w pomeczowym wywiadzie przeprowadzonym przez sędziego głównego wyznał, liczył tylko na 6. Poturbowanemu w sobotę Tytusowi wystarczyła zaledwie doba, aby się otrząsnąć i wbić brejka 46 w meczu przeciwko Sebastianowi Wawrzyniakowi wygrywając 2:1 cały pojedynek. Sebie nie szło jednakże w ostatnich grach tak bardzo, że w poniedziałek w rozgrywanym z opóźnieniem meczu z Jamroziakiem uległ 0:3. Dokładając do tego 2:1 z Kowalskim, “Wampir” utrzymał utrzymał miano niepokonanego obok Wiktora Doberschuetza. W tabeli prowadzi jednakże Flantowicz…

W drugiej lidze zacięte pojedynki wygrali Pan Paweł Deckert z Marcinem Dzbanuszkiem oraz Rafałem Zimniakiem, Piotr Słodzinka z Emilem Mądrym. Dzbanuszek odbił sobie porażkę na karku Marcina Undrycha i nie tracąc frejma ugrał 3 punkty, natomiast w ostatnim pojedynku równie imponująco zagrał Maciej Śniegowski przeciwko Piotrowi Gaździe. W tabeli bez porażki jedynie pozostaje Słodzinka, a niespodziewanym po 4 kolejkach jest ostatnie miejsce Marcina Smorawskiego, który po trzech meczach nie zaznał jeszcze słodyczy zwycięstwa.

W zielonej tabeli od stawki zaczyna odstawać Marek Leichert. Z czterema zwycięstwami, w tym nad Mariuszem Kukułką, jest jednym z murowanych kandydatów do awansu. Nie dzielmu jednak skóry na niedźwiedziu bo i na Leicherta znalazł się mocny - Tomasz Leśniak w kolejce 3, ale jemu do tej pory wiodło się ze zmiennym szczęściem i mimo 7 rozegranych pojedynków zajmuje dopiero drugie miejsce z 10 punktami. Stawkę gonią Kukułka i Lennon, obaj z 9-cioma oczkami na koncie. Wśród trzecioligowców niespodziewanie słabo grają Bystrzyński i Chełminiak. Powody do zmartwień ma również najmłodszy uczestnik Ligi - Dawid Jachimowski, który w trzech meczach triumfował tylko raz.

Tymczasem w Lidze 4 walka na całego. Aż w czterech z dziesięciu spotkań padł remis, a największe sukcesy święcił spadkowicz z 3 Ligi - Tomasz Kasiński. Po zwycięstwach nad Stanisławem Jackowskim i Przemkiem Ticem oraz remisie z Marcinem Karłykiem, który wbił aż cztery! notowane brejki w pierwszym frejmie, Kasiński objął prowadzenie w Grupie B i jest jedynym zawodnikiem bez porażki. Czekają go jednak jeszcze mecze z Jamroziakiem młodszym, Danielem Kozą i Kazikiem Czerneckim, więc punkty jeszcze może pogubić. W Grupie A prowadzi Szymon Grewling, jednakże remisy z Michałem Kozickim i Nikodemem Jankowiakiem mogą zemścić się w końcówce edycji, tym bardziej srogo, ze Jankowiak odrobił dystans zgarniając 3 punkty w meczu z Adamczakiem, a Kozicki wydaje się w tej chwili w dość słabej dyspozycji.
W najbliższy weekend ciekawie zapowiadają się pojedynki Mikołaja Stęsika z Robertem Jachimowskim, który to wydaje się jednym z kluczowych w kontekście ucieczki ze strefy spadkowej 1 Ligi, oraz Piotra Gazdy z Panem Pawłem Deckertem o to kto będzie się jeszcze liczyć w walce o awans, a kto zacznie mieć kłopoty lądując w strefie barażowej.