Nadszedł ten czas w roku kiedy coś się kończy, a coś zaczyna. Zaczynając od rzeczy najbardziej ogólnych, to na pierwszym miejscu oczywista oczywistość – możemy zapomnieć o porannym spojrzeniu za okno w nadziei, że nie zobaczymy na zewnątrz zasłony z białego puchu. Co niektórzy  z wielką przyjemnością zapominają o trudach zimowej sesji i oddają się w całości „międzysesyjnemu” relaksowi.
Dalej, sprawa bardziej „lokalna”. Część osób może już zapomniała (z powodu tego jak dobrze się bawiła), a część nie zapomni tego nigdy. Wtajemniczeni pewnie domyślają się o czym mowa – niedawno dobiegło końca pierwsze dziesięciolecie istnienia klubu. Hucznie obchodzone, wspólnie z ludźmi, którzy tak naprawdę tworzą ten klub bardziej niż te 5 stolików, wokół których kręci się cały biznes.
Na koniec rzecz ważna, jeśli nie najważniejsza. Wraz z tym wszystkim dobiegają końca zmagania zawodników w zimowej edycji ligi snookerowej. Okres zawirowań w tabelach i maksymalnego wysiłku przy stołach. Okres przeciążenia klubowych serwerów, bo wiadomo – na koniec ligi nasi zawodnicy zmieniają się w zawodowych analityków, potrafiących okiełznać najbardziej skomplikowane i zawiłe rankingowe zagadki. A dla tych co od tabelek wolą podane na złotej tacy fakty – krótka analiza.

I Liga
Klubowym asom, jak zwykle, nie spieszyło się z rozgrywaniem swoich meczy. Może to jakaś pierwszoligowa taktyka, próba zmylenia przeciwników – nie graj wszystkiego w jeden weekend, poczekaj, zobacz jak się rozwinie sytuacja – rozpiska na zbliżający się weekend błyszczy kolorem niebieskim, przez co ciężko przewidzieć co tu się może wydarzyć.
Na szczycie z 20 punktami po 7 rozegranych meczach znajduje się obrońca tytułu mistrza ligi Wiktor Doberschuetz. Sześć zwycięstw z rezultatem 3:0 oraz brejk wysokości 70 punktów robi wrażenie i nie pozostawia wątpliwości, kto idzie po swój 7 tytuł. Po piętach depcze mu bohater poprzedniego artykułu Paweł Flantowicz z 16 punktami na koncie. Warto wspomnieć, że czeka ich starcie między sobą, więc w ten weekend, w południe szykuje się widowisko rodem z klasycznych westernów. W wyścigu o wysokie miejsce uczestniczy jeszcze Marcin Jamroziak. 3 mecze do rozegrania i 4 punkty straty do Pawła to chyba wystarczająca motywacja, szczególnie jeżeli na końcu drogi może czekać nawet tytuł wicemistrza.
Dół tabeli to w połowie zeszło sezonowi liderzy 2 ligi, a w połowie starzy wyjadacze. Tytus Pawlak z Sebastianem Wawrzyniakiem mają po 8 punktów i kolejno 3 i 2 mecze do rozegrania. Obaj potrzebują co najmniej 1 zwycięstwa by uciec ze strefy barażowej i przeskoczyć nad starszego z braci Stęsików i Olka Kowalskiego, którzy nie zastosowali pierwszoligowej taktyki i rozegrali komplet spotkań, plasując się w środku tabeli. Ciężki weekend czeka także Miłosza Kaczmarka i Roberta Jachimowskiego. Obaj będą jeszcze mieli okazję by uciec ze strefy bezpośredniego spadku.

II Liga
Pomarańczowa tabela to kompletna dominacja Piotra Słodzinki. Kombinacja 7 wygranych i tylko 1 porażki sprawiła, że jedyną osobą, która w ogóle ma możliwość (oczywiście biorąc pod uwagę masę zmiennych jak np. 3 wygrane mecze z rzędu, przychylność bogów i fazę księżyca) jest Rafał Zimniak, który ma do rozegrania jeszcze 3 mecze (w tym z aktualnym faworytem). Nie dogoni go już nikt. Ani Paweł Deckert, który aktualnie zajmuje 2 pozycję i czeka go mecz ze Śniegiem (poniekąd ważny dla obu zawodników – Maciejowi przydałyby się dodatkowe punkty, aby nie wylądować na koniec w dolnej części tabeli, za to Paweł z pewnością spałby spokojniej po tym pojedynku wiedząc, że 3 dodatkowe punkty są na jego koncie, a zagrożenie ze strony Macieja Undrycha minęło), ani Smorawski Marcin, który aktualnie jest na miejscu 3. Reasumując – Słodzinka tym razem króluje niepodzielnie.
Na miejscach 7-9 kolejno Emil Mądry, Marcin Dzbanuszek i Piotr Gazda. Będą się jeszcze mierzyć między sobą, więc rezultat końcowy tych pozycji może wyglądać różnie. Osobą, która na 100% zasili w kwietniu szeregi niższej ligi jest zwycięzca w najbardziej szanowanej kategorii plebiscytu, który odbył się na imprezie z okazji 10-lecia (tak, wiadomo że chodzi o to „kto byłby lepszym sędzią niż zawodnikiem”, a nie „po przegranej z jakim zawodnikiem chciałeś porzucić grę w snooker”, ponieważ zawodnik, o którym mowa nie wygrał ani jednego meczu w tym sezonie), mianowicie Mateusz Rusin. Wpadkę, niestety, zaliczył (wciąż w temacie snookera), ale po krótkiej rozmowie i obejrzeniu jego zmagań z przeciwległym biegunem tabeli (dosłownie) jestem przekonany, że wyciągnie lekcje z tego doświadczenia i od nowego sezonu da z siebie wszystko, aby wrócić do szanowanego grona drugoligowców.

III Liga
Marek Leichert (idąc za przykładem Słodkiego) okupuje pierwsze miejsce i skorzysta z przywileju awansu do wyższej ligi. Jedyną osobą, której udało się pokonać mistrza „trójki” był Tomasz Leśniak. On sam zajmuje miejsce drugie w tabeli, ale zaraz za nim jest Mariusz Kukułka z 1 punktem straty i dwoma meczami przed sobą. Jeszcze możemy zobaczyć małą rotację na górze.
Trzecioligowcy to pilni gracze, i jak na takich przystało, większość z nich ma już komplet meczów za sobą. Środek tabeli to od góry: John Lennon, Sobczak Tomasz, Stęsik Maciej i Andrzej Jachniewicz, a między nimi maksymalnie 1 punkt różnicy.
Słowa uznania należą się młodszemu Stęsikowi, który w ten weekend uratował się przed degradacją (odgórną) do miana czwartoligowca. Będąc na ostatnim miejscu w tabeli i 6 punktami na koncie stanął w miniony weekend w szranki z Lennonem. Dla Maćka – być albo nie być. Dla Johna – być lub być. Zapędzony w kozi róg, z widmem żółci w głowie Maciek rozbroił Johna 2:0 w 43 minuty! Teraz zbiera siły na nadchodzący baraż.
Doły, jak na razie, zaklepuje Bystrzyński Tomasz i Jachimowski Dawid, ale mają szanse odmienić swój los w jeszcze dwóch meczach.

IV Liga
Podium grupy A to przy głębszej analizie jedna wielka niewiadoma. Aktualnie numerem jeden jest Karol Tyszer, odstający o jedno oczko od Szymona Grewlinga (który rozegrał komplet meczów bez porażki). Zaraz za nimi jest Nikodem Jankowiak, który na pewno spędza sen z powiek Szymonowi, przy okazji samemu nie mogąc zasnąć. Ostatnie spotkanie czeka go z Wojciechem Ptakiem i jeśli zwycięży to wskoczy na drugie miejsce, co da mu szansę na grę w barażach, a przekreśli aspiracje Szymona do awansu. Jeżeli Karol utrzyma formę w ostatnim meczu to będzie mógł spokojnie wrócić do 3 ligi, również chwaląc się okrągłym 0 w rubryce porażek.
Zaraz za podium zatrzymał się debiutant w poznańskiej lidze snookerowej, Maciej Szulczewski. Myślę, że bilans 3-5-1 można uznać za jak najbardziej zadowalający, a sam zainteresowany, w następnej edycji, będzie mierzył wyżej.
 
Od wiosennej edycji Tomasz Kasiński rozpocznie zmagania ligowe w zielonych barwach. 7 zwycięstw, i tylko 2 stracone frejmy sprawiają, że tylko szczyty pierwszej ligi mogą pochwalić się podobnym bilansem. Pewnie na drugim miejscu stoi Robert Wójcik, który będzie miał okazję powalczyć o awans w meczu barażowym. W zależności od wyników w decydujących meczach rozstrzygnie się gonitwa o 3 miejsce między Danielem Kozą, a Marcinem Karłykiem. Niezależnie od miejsca, które zajmie, Marcin pokazał, że stać go na dużo wbijajac najwyższy w lidze (jak na razie), a trzeci na liście ogólnej (jak na razie) brejk notowany równy 36 punktów.

Ostatnia prosta, ostatnie mecze i ostatnia szansa dla zawodników, aby w tej edycji zaprezentować się jak najlepiej. Jakie transfery zobaczymy po tej edycji? Okaże się w przez najbliższe dwa tygodnie.