Żyjemy w rzeczywistości zaprzeczeń i paranoi. Z jednej strony artysta, drący publicznie Biblię, bo tak ma i tak lubi, z drugiej „artystka” twierdzi, że napisali ją ludzie lutujący wino i zioła. Sąd mówi, że niszczyć przedmioty kultu można a wyrażać o nich opinii – nie. Albo kochany przywódca Korei Północnej, który na wskroś nienawidził wszystkiego, co reprezentują sobą kultura i świat Zachodu, w swojej ostatniej drodze został wieziony przez dwa Cadillaki. Przegrać 1/3 wszystkich swoich pojedynków i wygrać Ligę? Da się? Da.

Ostatnimi czasy można poczuć się dziwnie spoglądając na tabele – zwłaszcza tę pierwszoligową. Dopada nas uczucie niezrozumienia tego co się dzieje i trudności nazwania co właściwie widzimy. Jest to dyskomfort psychiczny, który odczuwamy spoglądając chociażby na katalog pewnego dużego wydawnictwa, gdzie z jednej strony można wybrać książkę „Tajemnice Jana Pawła II" a z drugiej strony „spiralę do przepychania odpływów” czy „bransoletkę antyalergiczną”, po lewej „Grecja klasyczna" a po prawej „dyskretne kocie WC” albo gdzie znajdziemy zestawienie pozycji „Josef Mengele – doktor z Auschwitz” z „praktycznym koszykiem na biustonosze”. Słowem – mentalne zmieszanie.

Passa Krzysztofa Górniaka przerwana.  Można powiedzieć, że dwukrotnie, bo po pierwsze przegrał mecz, a po drugie przegrał aż trzy frejm w miniony weekend. Tym samym ani w pierwszej, ani w drugiej lidze nie uchował się już nikt z czystym kontem w kolumnie przegranych.

Pobity najwyższy brejk tej edycji, już tylko dwóch zawodników bez porażki w pierwszej i drugiej lidze, zmiana lidera w każdej klasie rozgrywek, niecodzienne dziwne sytuacje – to zdarzenia które przyniosła nam ostatnia runda gier pierwszej edycji Ligi Snookera w roku 2012. To dopiero czwarta kolejka, więc jak stare, kaukaskie przysłowie obieraczy cebuli głosi, teraz to się dopiero zacznie.

Wróciłem do Ligi. Szybki awans do średniej klasy rozgrywek i apetyt na zasilenie najlepszej grupy wiosną. Wydawało mi się, że będzie łatwo, ale chyba się przeliczyłem i to zdrowo. Nie brałem pod uwagę tego, że świat nie stoi w miejscu. Moi przeciwnicy, których niegdyś pozostawiałem wyraźnie za sobą, dzisiaj są bogatsi w doświadczenie i umiejętności, które ja częściowo utraciłem.

Ostatnimi tygodniami każdy z nas mógł się poczuć jak mieszkaniec Wysp Brytyjskich. Niestety – tylko w kategorii otaczającej nas pogody. Wietrznie, mokro i zimno. Śnieg pada tak często jak brejki dwudziestopunktowe w trzeciej lidze a znika tak szybko jak poczucie sporej grupy zawodników, że w tej edycji mogą coś więcej osiągnąć niż w poprzedniej. Niby mamy za sobą drugą kolejkę, ale to dopiero w ten weekend rozgrywki ruszyły pełną parą. Pierwsza kolejka (już chyba tradycyjnie) stała się małym prologiem, przez liczne przekładanie spotkań. Dość powiedzieć, że w inauguracyjny weekend w pierwszej i drugiej lidze odbyły się jedynie trzy spotkania.

Czterdziestu jeden śmiałków zgłosiło się do zimowej edycji Ligi Snookera 12ft. Zmagania zaczynają się w już najbliższy weekend. W trakcie rozgrywania tej odsłony Ligi nie uświadczymy po drodze żadnych przerw świątecznych, więc edycja minie szybko. Pierwszo i drugoligowcy zakończą pojedynki już 10-11 marca a trzecioligowcy tydzień później. 24-25 marca zostaną rozegrane ostatnie mecze barażowe.

 

Przeciwnik czuwa zawsze. Przeciwnik nie ma wakacji i w każdej minucie, a nawet sekundzie rozmyśla nad naszą klęską. Czyha na chwilę naszej nieuwagi, dwadzieścia cztery godziny na dobę pracuje, by nas dopaść i doprowadzić do zguby. Jedno nasze potknięcie a wróg to zawsze wykorzysta. Taka z lekka paranoidalna postawa jest nieodzowna, aby w dzisiejszych czasach myśleć o wygraniu Ligi Snookera. Ligi, której nie wygrywa się już w z palcem w uchu, gdyż nie ma tak przodujących i odstających poziomem snookerzystów. W czasach, nie widzianych od dawna, kiedy minimum połowa pierwszoligowców na początku edycji może realnie myśleć o tytule Mistrza Ligi. Takim zdeterminowanym podejściem dobitnie wykazał się Tomasz Lewandowski. Mistrz, który przez całą edycję stracił jedynie dwa frejmy i to w swojej jedynej porażce.

„Ale było ale było!”, jak powiedział tirowiec wyprzedzając na podwójnej ciągłej. Tak można w skrócie określić wydarzenia z zeszłej kolejki, które zaszły w miniony weekend zwłaszcza w środkowej klasie rozgrywek. 40 punktów w brejku – poza wąską garstką zawodników w naszym klubie, dla reszty jest niczym Liga Mistrzów dla polskich piłkarzy, czy K2 zimą – nie do zdobycia. Ta wąska grupa jednak się powoli poszerza – w niedzielę dołączył do niej Marcin Dzbanuszek.

Często niedoceniany, czasami nawet traktowany z przymrużeniem oka…
A przecież poszukujący stale wartościowych sparingpartnerów i trenujący zapewne tak, że systematyczności możemy mu pozazdrościć wszyscy. W ligowej rzeczywistości jego starcie z Maciejem Undrychem miało być pojedynkiem Dawida z Goliatem, bo przecież to Maciej zwyciężał tu dwukrotnie na początku 2008 roku a jesienią tegoż roku był trzeci. Tym razem to właśnie Przemysław Poźniak i jego siła spokoju zapunktowały i wypchnęły go na pierwsze miejsce wśród 44 poznańskich ligowców.

Ludzie od zawsze dzielili się na osobników trzeźwo myślących i na tych nieco bardziej odjechanych. Człowiek odjechany, nazywany też czasem odjazdowym, to jednak nie osoba, która wyjeżdża gdzieś na wakacje czy przejechała się tramwajem, tylko osobnik, który nieco odjeżdża psychicznie, czyli oddala się od stanu uważanego przez ogół społeczeństwa za normalny. Oczywiście przy założeniu, że normę stanowi ogół a nie margines.

37 punktów w breaku Macieja Undrycha i zwycięstwo nad dzisiejszym solenizantem (wszystkiego najlepszego dla niego i wszystkich imienników) Marcinem Jamroziakiem oraz „skromne” 2:1 z Sebastianem Wawrzyniakiem to w zasadzie zapewnienie sobie miejsca na podium. Od tej pory już tylko kataklizm i seria porażek może Maciejowi odebrać przyjemność wejścia w posiadanie kolejnego pucharu.

Pierwsza kolejka gier Ligi Snookera 12ft przeszła bez większych fajerwerków. Z drugą było już zupełnie inaczej. W miniony weekend zagrano ostatnie przełożone a zarazem najciekawsze mecze pierwszej rundy oraz mogliśmy zaobserwować kilka kluczowych pojedynków następnej kolejki.

Liga Snookera Jesień 2011 wystartowała. Nieco leniwie, na pół gwizdka, niczym napastnik w polskiej ekstraklasie, który jest niewidoczny przez większość spotkania. Ale widoczny to może sobie być rowerzysta jadący nocą po ulicy. Ważne żeby przychodziły efekty. Snookerowa karuzela zatem dopiero się rozkręca – grono ciekawych zawodników jeszcze nie zagrało a na miano szlagieru kolejki nie zasłużył sobie zbytnio żaden z rozegranych w ten weekend meczów.

Długo wyczekiwana pierwsza edycja po letniej przerwie Ligi Snookera – JESIEŃ 2011 za chwilę rusza. Z końcem wtorku zamknęliśmy zapisy z wynikiem takim samym jak zeszłej edycji – 45. nazwisk na liście startowej. Dużo nowych zawodników, eksperymentalne składy wyższych lig – to wszystko nam przynosi ostania w tym roku odsłona Ligi.