Niespodziewane walkowery, powtarzane frejmy, czterdziestopunktowe brejki, no i oczywiście sól finiszu rozgrywek, czyli baraże. Jeśli ktoś powie, że po tym jak już wyłoniono Mistrza Ligi i zwycięzcę drugiej klasy rozgrywek, końcówka edycji jest nudna, to tak jakby nazwał pułkownika Kadafiego przesympatycznym wujkiem. Te mniejsze i większe trzęsienia ziemi spowodowały, że końcowa kolejność w Lidze w niektórych miejscach zaskakuje…

Informujemy, że nastąpiła zmiana terminu rozgrywania baraży o awans do pierwszej ligi. Mecze te zostały przesunięte z najbliższego weekendu, na ostatni termin edycji ZIMA 2011 (tj. 26-27 marca), czyli na ten sam okres, gdy będą rozgrywane baraże o awans do drugiej ligi.

Tegoroczna edycja zimowa Ligi Snookera okazała się gorąca, jak mało która dotychczas. Ósma runda gier przyniosła rzeczywistość, która jeszcze dwa tygodnie temu byłaby odbierana jako majaki narkomana po złotym strzale. Wiele osób obserwujących Ligę zapewne po ostatniej kolejce wypowiedziało słynne wakacyjne zaklęcie wypowiadane w biurach podróży: „jeszcze z czymś takim się nie spotkałem”. Ale do rzeczy – po pierwsze… …a właściwie to po raz trzeci – Wiktor Doberschuetz!

Szósta i siódma kolejka Ligi Snookera 12ft za nami. Decydujące rozstrzygnięcia zapadły w trzeciej lidze. W pierwszej natomiast – póki co bardzo mało wiadomo. Druga liga tradycyjnie prezentuje sytuację, w której zażarta walka o niemal każdą pozycję będzie trwała do samego końca edycji.

 

Czarny to był weekend dla Tomka Apolinarskiego. Zagrał dwa mecze i oba przegrał. Chciałoby się powiedzieć, że standardowo w tej edycji trzeci frejm przesądzał o niepowodzeniu Tomka - najpierw w sobotnie popołudnie o punkty zawalczył Mateusz Bartuś a później Robert Wójcik.

Cztery rundy gier za nami. Teoretycznie jeszcze (jak to było w trywialnej piosence) „wszystko się może zdarzyć”, ale spoglądając na ligę poprzez pryzmat wcześniejszych edycji, co bardziej wytrawni obserwatorzy dostrzegą, że pewne kwestie w tej odsłonie już pozostaną niezmienne.

Pisanie o Lidze Snookera po trzeciej kolejce jest trudne. Niby już coś wiadomo, niby każde założenia po dwóch/trzech spotkaniach to wróżenie z fusów, niby jedna porażka na koncie to mało a brak zwycięstw pozbawia szans na czołową pozycję. Wszystko to co poniżej, to po prostu luźne dywagacje człowieka, który spogląda na tabele z dystansem, choć swoich faworytów ma.

Grzebać się w przeszłości czy iść do przodu? Zwolennicy grzebania argumentują, że bez dokładnego poznania przyczyn porażek i wygranych będziemy zawodnikami bez tożsamości, którzy idą do przodu na ślepo. Zwolennicy marszu do przodu uważają, że szkoda czasu na babranie się w dawnych fuksach czy niepowodzeniach. Zagłębiając się w przeszłość, rozkojarzymy się i tracimy szansę, by dziś czy jutro osiągnąć sukces. Czasem jednak trzeba przyznać rację i jednym, i drugim. Trudno nie oglądać się za siebie, kiedy rozgrywamy X jubileuszową edycję – bo jest co wspominać. Warto więc grzebać w przeszłości i warto iść do przodu. Trudno robić te dwie rzeczy równocześnie, ale tak czasem należy postępować.

Jubileuszowa, X Edycja Ligi Snookera 12ft rozpoczęła się od paru niespodzianek. Ich kaliber będzie rósł z czasem i tak naprawdę dowiemy się tuż przed końcem rozgrywek, czy były to strzały ze zwykłej śrutówki, czy może na samym starcie poszły w ruch armaty.

To już jutro - jubileusz. Liczebnie jak zawsze, bo aż 43 zawodników zdecydowało się na udział w Lidze Snookera – edycja ZIMA 2011. Dziesiąta odsłona przyciągnęła mało nowych twarzy, ale za to skusiła starych wyjadaczy.

W meczu decydującym o mistrzostwie trzeciej ligi wygrał Tomasz Lewandowski. Pokonany przeciwnik – Maciej Śniegowski musiał przez to zadowolić się miejscem dopiero trzecim. Z innych istotnych ligowych wydarzeń minionego weekendu, należy wspomnieć o rozegranym meczu barażowym między Remigiuszem Augustyniakiem a Robertem Wójcikiem. Nie było pięknie, ale na pewno było zacięcie.

Jeszcze ostatnie podrygi IX Edycji Ligi Snookera 12ft przed nami, a my znamy ostateczne rozstrzygnięcia w najwyższych dwóch klasach rozgrywek. Nie było niespodzianek w końcowej klasyfikacji najlepszych i gdybym miał obstawiać podium w 1 Lidze wyglądałoby właśnie tak jak wygląda. Gdybym miał obstawić 2 Ligę to pomyliłbym się mocno bo spudłowałbym dwukrotnie, choć jeśli chodzi o zwycięzcę to trudno było się pomylić.

Liga powoli finiszuje. Siódma kolejka przyniosła kilka meczów praktycznie przesądzających niektóre sprawy. Najważniejszym wydarzeniem minionej rundy było zakończenie pierwszego etapu gier trzecioligowych.

Jak wygrywać to 2:0. Ta prosta dewiza dodaje każdej kolejce pikanterii. Dorzucając jeszcze balast jaki stanowią potencjalne walkowery mamy z pewnością jedną z ciekawszych odsłon Ligi Snookera w historii. Konia z rzędem temu kto obstawiał, że po 6. kolejce liderem 1 Ligi będzie Przemysław Poźniak - wszak wiosną wygrał zaledwie 5 z 21 rozegranych frejmów kończąc rozgrywki z bilansem 1-8.

 

Edycja jesienna bliżej już jest końca aniżeli początku. Teoretycznie wszystko jest w normie – są mecze ciekawe i są nudnawe, są niespodzianki i są również spodziewane wyniki. W tej edycji jednak mamy jeszcze pewien element, mało zauważalny w wyższych klasach rozgrywkowych w poprzednich odsłonach Ligi. Sędziowie Głowni czekają i czekają. Czasem tak długo, że niemal na pewno na Zakaukaziu zdążyło powstać jakieś nowe państewko. Niestety – coraz częściej nie doczekują się czy to telefonu od zawodnika, czy też obecności jego samego przy stole. Efekt - mało sportowy: walkower.