Rozgrywki

Tytus Pawlak niespodziewanie łatwo uporał się z Piotrem Ptaszyńskim i został samotnym liderem 1 Ligi. Niewiele brakowało, aby zwyciężając, po raz drugi w tej edycji bez straty partii, odskoczył Nikodemowi Jankowiakowi aż na 3 punkty. Na szczęście dla widowiska tak się nie stało i finisz rozgrywek zapowiada się bardzo ciekawie.
 

Pięć z sześciu potyczek pierwoszoligowych zakończyło się wynikiem 3:0. Srogi łomot przyjął w sobotni poranek Piotr Słodzinka, a po 6 punktów zainkasowali Doberschuetz, Kaczmarek i Wieliński.

Zarówno za oknem i przy bilardowym stole. Gorące stają się również głowy jak i przysłowiowe krzesła. Aura za oknem coraz bardziej przypomina środek lata a i temperatura atmosfery meczów zaczyna być również wysoka. Jedni sobie radzą z tym lepiej – inni w ogóle. Gorące emocje zaczynają się udzielać wszystkim, bo na dalekim horyzoncie widać już finisz rozgrywek i wszyscy sobie zdają sprawę, że nie ma już pola marginesu błędu, że każde drobne potknięcie może spowodować porażkę w osiągnięciu celu w tej edycji. Niezależnie czy celem tym jest podium, awans do wyższej ligi czy ratunek przed spadkiem do niższej.

Są dni, które przebiegiem nas na tyle demolują, że człowiek czuje jakby postarzał się o rok. Są momenty, które czujemy, że wywracają znane nam otoczenie do góry nogami. Człowiek wstaje z łóżka następnego dnia i widzi, że musi się zaadaptować do nowych warunków. Zmienić plany. Zamiast grać o podium, grać o utrzymanie. Zamiast bić się o majstra, bić się o odzyskanie honoru. Zamiast dominować, spróbować nawiązać walkę. Ten weekend był wymagający dla wielu zawodników Ligi Pool Bilarda. Dla wielu próbą ognia, której nie przeszli.

„Byczący się mentalnie” bilardziści, ewidentnie urażeni tym ubliżającym epitetem, wzięli się do roboty i pełną parą wracają do ligowych zmagań. Dziewięć meczów zostało rozegranych w ten weekend, z których aż sześć przez pierwszoligowców. Druga liga zrobiła sobie trochę wolnego – w końcu mieli klub dla siebie w zeszłym tygodniu.

 Zastanawialiście się kiedyś ile niebywałych rzeczy może się wydarzyć w poznańskiej lidze snookera, w jeden weekend? A może myślicie, czy w ogóle coś takiego może mieć miejsce? Otóż może. I miało. Pobijanie rekordów to dla naszych zawodników chleb powszedni. 147 w mniej niż 5 minut i 20 sekund? Nie, na to 12ft nie jest jeszcze gotowy. Ale 15 notowanych brejków w 3 meczach? To już stało się faktem.

Koniec majowego urlopu – obowiązki wzywają. Znów żmudne codzienne chodzenie do roboty. Znów cotygodniowe granie w Lidze Snookera. To drugie stanowi jednak przeciwwagę do nużącej codziennej pracy. Snookerzyści ochoczo rzucili się na weekendowe terminy, choć należy podkreślić, że nie wszyscy. Wielu dołożyło sobie dwa dni czwartkowo-piątkowego urlopu i próżno ich było szukać w 12ft minionej soboty i niedzieli.

Długi weekend majowy obfitował w snookera. W Anglii zakończyły się Mistrzostwa Świata, a na lokalnym podwórku rozegrano coroczny Puchar Ligi na 6 czerwonych bilach. W zmaganiach w klubie 12ft udział wzięło 28 losowo rozstawionych śmiałków. Oprócz etatowych ligowców do turnieju postanowiły dołączyć osoby, które gościnnie grywają w turniejach organizowanych w naszym klubie. Mowa o braciach Michale i Łukaszu Bartkowiakach, doskonałym pooliście Krystianie Ćwikle czy lubianym studencie medycyny Krzysztofie Górniaku. Do rywalizacji zgłosili się również były zawodnik ligi poola i miłośnik snookera Robert Jankowiak oraz debiutujący w 12ft Dominik Hirsz, stawiający swe pierwsze kroki w klubie Trick Shot w Lwówku.

Ulicą Dąbrowskiego prosto, jak na Kierskie. Cały czas jechać krajową 92, aż do Pniew. Po drodze jedno rondo, dwa fotoradary i trzy „czarne punkty” - także jechać ostrożnie. Na skrzyżowaniu w Pniewach w lewo, na Świecko. Stamtąd jeszcze kilka kilometrów i będzie znak, że zjazd po lewej, no i jesteśmy na miejscu! Lwówek. Przepiękna okolica – sięgające po horyzont pola, brzozowe zagajniki, pachnące wiosną sady – a pośrodku spokojne miasteczko, o równie majestatycznej aurze co jego nazwa. Labirynt ciasnych, krętych uliczek prowadzi do placu głównego, który (jak głosi legenda) widział więcej, niż najstarsza osoba z Lwówka czy nawet okolic.

Ruszamy na dobre. Święta, długie weekendy za nami. Przed nami z kolei już tylko cotygodniowe granie. Rozleniwieni urlopowymi przerwami w ciągu ostatniego miesiąca bilardziści wrócili mniej lub bardziej chętnie do gry. Niektórzy musieli się przestawić dodatkowo z odmiany 9 bil, według której rozgrywany był Turniej o Puchar Ligi Pool Bilarda 12ft, na ligową „ósemkę”.  Robili to z różnymi skutkami. Różnie też przebiega rozruch do cotygodniowego rytmu grania.

Gdy oczy fanów gier bilardowych zwrócone były w stronę Wysp Brytyjskich, by oglądać pierwszą sesję zmagań w finale Mistrzostw Świata w snookerze, moje podziwiały zmagania zawodników w naszym klubie. Samotna wyspa na mapie Poznania, na której również można przeżyć dreszczyk emocji oglądając wysokiej rangi, lokalne turnieje. Nie inaczej było w minioną niedzielę, kiedy dziewięciu śmiałków postanowiło rozstrzygnąć kto zasługuje na puchar Ligii Pool Bilarda 12ft. A mistrz może być tylko jeden.

 
 
 
 

GRUPY
DRABINKA

LISTA PARTII Z KIJA

 

Sypnęło emocjami w drugiej kolejce Ligi Pool Bilarda. Sypały się iskry, powietrze było naładowane nie tylko sportową złością, a gdyby na chwilę wyłączyć lecącą muzykę w tle, usłyszelibyśmy pewnie zgrzytanie zębami zawodników. Niestety - dla kibiców większość meczów okazała się być zwykła, w których to faworyci niezawodnie zwyciężali. W miniony weekend odbyło się równo po pięć spotkań pierwszej jak i drugiej ligi.

Sypnęło meczami w Lidze Snookera 12ft. W miniony weekend tylko jeden termin dla ligowców nie został zarezerwowany – poza tym wyjątkiem zarówno sobota i niedziela były wypchane od dechy do dechy spotkaniami. W klubie było czasem tłoczno jak w pociągach, gdy wszyscy wracają na święta do domów rodzinnych. Mówiąc kolokwialnie: „ryj na ryju”. Wpływ na to zapewne miały również transmisje telewizyjne ze snookerowych Mistrzostw Świata gromadzących od czasu do czasu przy barze widzów, lub świeżo narodzonych fanów Bilarda Artystycznego oglądających retransmisję Mistrzostw Świata sprzed lat.

Spory powiew świeżości mogliśmy zaobserwować w inauguracyjnej kolejce Ligi Pool Bilarda 12ft. Od dawna nie mieliśmy zestawień w parach meczowych tylu nazwisk, których właściciele ze sobą nigdy nie grali, bądź też meczów z udziałem tylu debiutantów. Przewidywać wyniki meczów było zatem w miniony weekend bardzo trudno. Bukmacherzy stawiali ostrożne kursy a obstawiający stawiali ostrożne prognozy. Iskry szły. Emocje kipiały. Wyniki padały. Tylko nie wiadomo, czy te rezultaty są niespodzianką, czy czymś czego powinniśmy się spodziewać a to dlatego, że nie znamy siły rażenia wielu i potencjału zawodników. W miarę upływu edycji na pewno, gdy na pierwszą kolejkę rzucimy jeszcze raz okiem, to kilka meczów ocenimy zdecydowanie inaczej.