Rozgrywki

Nie w niedzielę. Nie w sobotę. Już w czwartek się zaczęło. Jarosław Chełminiak z Wiktorią Jendruszak nie mogli się doczekać i to oni inaugurowali Ligę Snookera 12ft WIOSNA 2017 w czasie, gdy inni jeszcze nie umówili swojego pierwszego meczu. Nowe cele, nowe nadzieje, nowe otwarcie. Wygłodzeni zawodnicy przystąpili ochoczo do gier. Rozgrywki wiosenne ruszyły na dobre.

Temperatury znacznie wzrosły, ludzie wylegli nad Wartę gremialnie się alkoholizować. Na drzewach pojawiła się świeża zieleń a w naszych garderobach w najdalszy kąt powędrowały zimowe odzienia. Sygnały wskazują jasno – idzie wiosna a wraz z nią edycje wiosenne Ligi Snookera 12ft i Ligi Pool Bilarda 12ft. A w nich – jak przystało na wiosenny powiew świeżości – wiele nowych twarzy. To jedna z kilku nietypowych cech nadchodzących edycji. Ale po kolei.

Drugi raz z rzędu. Cztery razy na ostatnich pięć. W sumie już osiem razy. Wiktor zdobywa tytuł Mistrza Ligi Snookera 12ft. Rzadko która edycja jest tak zdominowana przez jednego zawodnika. Wiktor przegrał tylko dwa frejmy na rozegranych 27. Oczywiście nie przegrał żadnego spotkania. Wszystko to przyozdobił pozycją lidera na liście brejków, z kosmicznym jak na ligowe warunki podejściem na 70 punktów. Dominacja.

Po 3670 dniach z hakiem zakończył się pewien rozdział. Po 88 089 godzinach możemy powiedzieć, że w końcu się to wydarzyło. Po 5 285 340 minutach od kiedy Wiktor po raz pierwszy pojawił się w klubie, osiągnął kolejny kamień milowy, udowadniający jego dominację w 12ft.

Dublet.

Ocierali się o niego Tytus Pawlak i Marcin Jamroziak. Wygrywali jedną z Lig Snookera / Pool Bilarda, a w drugiej lądowali „tylko” na niższych stopniach podium. Bartłomiej Kuśnierz też miał taką samą szansę. Ale dopiero Wiktor Doberschuetz w końcu tego dokonał. W tym samym czasie wygrał Ligę Pool Bilarda 12ft co Ligę Snookera 12ft. Chapeau bas.

Nadszedł ten czas w roku kiedy coś się kończy, a coś zaczyna. Zaczynając od rzeczy najbardziej ogólnych, to na pierwszym miejscu oczywista oczywistość – możemy zapomnieć o porannym spojrzeniu za okno w nadziei, że nie zobaczymy na zewnątrz zasłony z białego puchu. Co niektórzy  z wielką przyjemnością zapominają o trudach zimowej sesji i oddają się w całości „międzysesyjnemu” relaksowi.
Dalej, sprawa bardziej „lokalna”. Część osób może już zapomniała (z powodu tego jak dobrze się bawiła), a część nie zapomni tego nigdy. Wtajemniczeni pewnie domyślają się o czym mowa – niedawno dobiegło końca pierwsze dziesięciolecie istnienia klubu. Hucznie obchodzone, wspólnie z ludźmi, którzy tak naprawdę tworzą ten klub bardziej niż te 5 stolików, wokół których kręci się cały biznes.
Na koniec rzecz ważna, jeśli nie najważniejsza. Wraz z tym wszystkim dobiegają końca zmagania zawodników w zimowej edycji ligi snookerowej. Okres zawirowań w tabelach i maksymalnego wysiłku przy stołach. Okres przeciążenia klubowych serwerów, bo wiadomo – na koniec ligi nasi zawodnicy zmieniają się w zawodowych analityków, potrafiących okiełznać najbardziej skomplikowane i zawiłe rankingowe zagadki. A dla tych co od tabelek wolą podane na złotej tacy fakty – krótka analiza.

Półmetek, połowa, środek. W zimowej edycji Ligi Pool Bilarda 12ft upłynęło już tyle czasu ile z grubsza pozostało do jej końca. Jest to na tyle specyficzny okres, że zawodnicy nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji mogą mieć jeszcze nadzieję na odwrócenie swojego losu. Inna sprawa czy są to szanse realne jak to, że starczy nam wypłaty do końca miesiąca, czy już typowo matematyczne, jak to, że brak tej kasy do końca miesiąca załatamy szóstką z totka.

Doprawdy nie wiem jak to Paweł Flantowicz robi, ale kompletnie rozmontował w sobotnie południe obronę Tytusa Pawlaka dominując praktycznie w każdej odsłonie meczu. Jeszcze bardziej się zatem dziwię jak widzę kontynuującego dobrą grę szczecinianina w pierwszym frejmie meczu z Marcinem Jamroziakiem, a potem dzieje się coś, co tylko w przypływie krasomówczej fantazji, po 6, no może 8 browarkach, byłby w stanie wyjaśnić jedunie klubowy bard Giusio… i bohaterem spotkania zostaje Marcin wyciągając dwa frejmy na czarnej bili. Chciałoby się powiedzieć coś o przepaści dzielącej umiejętności snookerzysty Jamroziaka od snookerzysty Pawlaka, ale przecież takowa nie istnieje...

Nadchodzi zima. Właściwie to już tu jest. Biała pokrywa przykryła wszystko co szarobure i bez wyrazu, wszystko co byle jakie, wszystko co brzydkie, czyli wszystko co musieliśmy oglądać jesienią jeszcze kilka tygodni temu. Tak jakby ktoś wymazał nasze otoczenie i ukazał naszym oczom nowe, oczyszczone okolice. Wraz z zimą nadeszła również zimowa edycja Ligi Snookera 12ft – i tu mamy podobny efekt. W przeszłość odeszły wrażenia jesiennej gry bez wyrazu, zapomnieliśmy o byle jakich frejmach poprzedniej edycji, nie pamiętamy już tych brzydkich listopadowych meczów. Zimowa edycja właśnie się zaczyna a wraz z nią, świeże otwarcie, czyste konto i niezapisana niczym biała kartka. Choć w ostatni weekend niektórzy już zdążyli coś na niej nabazgrać.
Przygotujcie się. Nadchodzi zima.

Nie pamiętam takiego weekendu w 12ft, gdy to niespodzianki sypały się jedna za drugą, a faworyci rozgrywek grupowych oddawali pola zdeterminowanym oponentom. Już dawno nie widziałem tylu przełomów w grze i powiewu świeżości wśród bilardowej gawiedzi, zarówno na stołach ośmio jak i dwunasto stopowych. Niemniej, zwycięzcy Turniejów Noworocznych przypadkowi nie są, bo zarówno Maciej Relich (Szczecin) najlepszy w 9 bil oraz Sebastian Wawrzyniak (Skórzewo) w snookerze to zawodnicy znani ze swej skuteczności.

GRUPY
DRABINKA

LISTA PARTII Z KIJA

 

GRUPY
DRABINKA

LISTA BREJKÓW

 

W dzisiejszych czasach obligacje Skarbu Państwa wydają się być papierem wartościowym wyższego ryzyka, niż zakład bukmacherski na zwycięstwo Tytusa Pawlaka w Lidze Pool Bilarda 12ft. Tytus wygrywa Ligę po raz trzeci na przestrzeni czterech ostatnich edycji  i w klasyfikacji wszech czasów wyprzedza w ilości tytułów Mistrza Ligi o dwie długości pozostałych rywali. Nie da się stracić pieniędzy, stawiając na Pawlaka. Jednak jego powtarzalność w zdobywaniu tytułów mistrzowskich powoduje, że kursy na jego zwycięstwo są tak oczywiste, że zarobimy jedynie na przysłowiowe waciki.  Ponadto w tej edycji mieliśmy po raz kolejny rzadką szansę, jaka tym razem zarysowała się przed Wiktorem Doberschuetzem. Mógł on dokonać sztuki, która nie udała się nikomu - wygrać w tej samej edycji zarówno Ligę Snookera jak i Ligę Pool Bilarda i ustrzelić przysłowiowy dublet. Szczyt ten jest jednak nadal niezdobyty.

Święta tuż tuż. Klub 12ft rozdaje prezenty - ci, którzy byli grzeczni przez całą edycję ligi snookera, otrzymują puchary, laury i promocje. Zawodnicy z drobnymi występkami na koncie dostaną w przedświąteczny weekend ostatnią szansę na udowodnienie Świętemu Mikołajowi, że zasłużyli na awans. A co z rozrabiakami i leniuszkami? Będą karani przez całą zimę!

Proza ligowa pełną gębą. Są to newralgiczne czasy dla osób, które dobrze wystartowały w edycji i uśpione początkowymi sukcesami, popełniają coraz większe błędy. To również czasy łamania charakterów, woli walki i odebranej nadziei. Dzieje się to u tych, którzy zaczęli od porażek i na przestrzeni ostatnich siedmiu kolejek nie umieli odwrócić swoich losów. Na drodze do celu pozostają zawodnicy z najsilniejszym charakterem, lub z największym wachlarzem umiejętności bilardowych.

 

Jesienna edycja Ligi Snookera zaczyna wchodzić w decydującą fazę. Do końca zmagań zostały już tylko trzy kolejki. Pomimo tego, że paru spóźnialskich wciąż zalega z rozegraniem swoich meczów, można śmiało obstawiać, jacy zawodnicy wezmą udział w przetasowaniach na początku zimy.

Machineria ligowa ruszyła pełną parą. Ilość spotkań przekładanych, ilość przekleństw rzucanych pod nosem przy stole, ilość rozczarowań wśród zawodników swoimi wynikami osiągnęła już poziomy spodziewane i normalne. Mimo wszystko jest to jednak wczesny etap rozgrywek, gdyż mijamy dopiero kamień milowy ustawiony na wysokości 1/3 edycji. Cokolwiek by nie powiedzieć o obecnej sytuacji każdego zawodnika – jest jeszcze czas i miejsce by się to wszystko zmieniło. Jednak spróbujmy: