Rozgrywki

Długi weekend majowy obfitował w snookera. W Anglii zakończyły się Mistrzostwa Świata, a na lokalnym podwórku rozegrano coroczny Puchar Ligi na 6 czerwonych bilach. W zmaganiach w klubie 12ft udział wzięło 28 losowo rozstawionych śmiałków. Oprócz etatowych ligowców do turnieju postanowiły dołączyć osoby, które gościnnie grywają w turniejach organizowanych w naszym klubie. Mowa o braciach Michale i Łukaszu Bartkowiakach, doskonałym pooliście Krystianie Ćwikle czy lubianym studencie medycyny Krzysztofie Górniaku. Do rywalizacji zgłosili się również były zawodnik ligi poola i miłośnik snookera Robert Jankowiak oraz debiutujący w 12ft Dominik Hirsz, stawiający swe pierwsze kroki w klubie Trick Shot w Lwówku.

Ulicą Dąbrowskiego prosto, jak na Kierskie. Cały czas jechać krajową 92, aż do Pniew. Po drodze jedno rondo, dwa fotoradary i trzy „czarne punkty” - także jechać ostrożnie. Na skrzyżowaniu w Pniewach w lewo, na Świecko. Stamtąd jeszcze kilka kilometrów i będzie znak, że zjazd po lewej, no i jesteśmy na miejscu! Lwówek. Przepiękna okolica – sięgające po horyzont pola, brzozowe zagajniki, pachnące wiosną sady – a pośrodku spokojne miasteczko, o równie majestatycznej aurze co jego nazwa. Labirynt ciasnych, krętych uliczek prowadzi do placu głównego, który (jak głosi legenda) widział więcej, niż najstarsza osoba z Lwówka czy nawet okolic.

Ruszamy na dobre. Święta, długie weekendy za nami. Przed nami z kolei już tylko cotygodniowe granie. Rozleniwieni urlopowymi przerwami w ciągu ostatniego miesiąca bilardziści wrócili mniej lub bardziej chętnie do gry. Niektórzy musieli się przestawić dodatkowo z odmiany 9 bil, według której rozgrywany był Turniej o Puchar Ligi Pool Bilarda 12ft, na ligową „ósemkę”.  Robili to z różnymi skutkami. Różnie też przebiega rozruch do cotygodniowego rytmu grania.

Gdy oczy fanów gier bilardowych zwrócone były w stronę Wysp Brytyjskich, by oglądać pierwszą sesję zmagań w finale Mistrzostw Świata w snookerze, moje podziwiały zmagania zawodników w naszym klubie. Samotna wyspa na mapie Poznania, na której również można przeżyć dreszczyk emocji oglądając wysokiej rangi, lokalne turnieje. Nie inaczej było w minioną niedzielę, kiedy dziewięciu śmiałków postanowiło rozstrzygnąć kto zasługuje na puchar Ligii Pool Bilarda 12ft. A mistrz może być tylko jeden.

 
 
 
 

GRUPY
DRABINKA

LISTA PARTII Z KIJA

 

Sypnęło emocjami w drugiej kolejce Ligi Pool Bilarda. Sypały się iskry, powietrze było naładowane nie tylko sportową złością, a gdyby na chwilę wyłączyć lecącą muzykę w tle, usłyszelibyśmy pewnie zgrzytanie zębami zawodników. Niestety - dla kibiców większość meczów okazała się być zwykła, w których to faworyci niezawodnie zwyciężali. W miniony weekend odbyło się równo po pięć spotkań pierwszej jak i drugiej ligi.

Sypnęło meczami w Lidze Snookera 12ft. W miniony weekend tylko jeden termin dla ligowców nie został zarezerwowany – poza tym wyjątkiem zarówno sobota i niedziela były wypchane od dechy do dechy spotkaniami. W klubie było czasem tłoczno jak w pociągach, gdy wszyscy wracają na święta do domów rodzinnych. Mówiąc kolokwialnie: „ryj na ryju”. Wpływ na to zapewne miały również transmisje telewizyjne ze snookerowych Mistrzostw Świata gromadzących od czasu do czasu przy barze widzów, lub świeżo narodzonych fanów Bilarda Artystycznego oglądających retransmisję Mistrzostw Świata sprzed lat.

Spory powiew świeżości mogliśmy zaobserwować w inauguracyjnej kolejce Ligi Pool Bilarda 12ft. Od dawna nie mieliśmy zestawień w parach meczowych tylu nazwisk, których właściciele ze sobą nigdy nie grali, bądź też meczów z udziałem tylu debiutantów. Przewidywać wyniki meczów było zatem w miniony weekend bardzo trudno. Bukmacherzy stawiali ostrożne kursy a obstawiający stawiali ostrożne prognozy. Iskry szły. Emocje kipiały. Wyniki padały. Tylko nie wiadomo, czy te rezultaty są niespodzianką, czy czymś czego powinniśmy się spodziewać a to dlatego, że nie znamy siły rażenia wielu i potencjału zawodników. W miarę upływu edycji na pewno, gdy na pierwszą kolejkę rzucimy jeszcze raz okiem, to kilka meczów ocenimy zdecydowanie inaczej.

Nie w niedzielę. Nie w sobotę. Już w czwartek się zaczęło. Jarosław Chełminiak z Wiktorią Jendruszak nie mogli się doczekać i to oni inaugurowali Ligę Snookera 12ft WIOSNA 2017 w czasie, gdy inni jeszcze nie umówili swojego pierwszego meczu. Nowe cele, nowe nadzieje, nowe otwarcie. Wygłodzeni zawodnicy przystąpili ochoczo do gier. Rozgrywki wiosenne ruszyły na dobre.

Temperatury znacznie wzrosły, ludzie wylegli nad Wartę gremialnie się alkoholizować. Na drzewach pojawiła się świeża zieleń a w naszych garderobach w najdalszy kąt powędrowały zimowe odzienia. Sygnały wskazują jasno – idzie wiosna a wraz z nią edycje wiosenne Ligi Snookera 12ft i Ligi Pool Bilarda 12ft. A w nich – jak przystało na wiosenny powiew świeżości – wiele nowych twarzy. To jedna z kilku nietypowych cech nadchodzących edycji. Ale po kolei.

Drugi raz z rzędu. Cztery razy na ostatnich pięć. W sumie już osiem razy. Wiktor zdobywa tytuł Mistrza Ligi Snookera 12ft. Rzadko która edycja jest tak zdominowana przez jednego zawodnika. Wiktor przegrał tylko dwa frejmy na rozegranych 27. Oczywiście nie przegrał żadnego spotkania. Wszystko to przyozdobił pozycją lidera na liście brejków, z kosmicznym jak na ligowe warunki podejściem na 70 punktów. Dominacja.

Po 3670 dniach z hakiem zakończył się pewien rozdział. Po 88 089 godzinach możemy powiedzieć, że w końcu się to wydarzyło. Po 5 285 340 minutach od kiedy Wiktor po raz pierwszy pojawił się w klubie, osiągnął kolejny kamień milowy, udowadniający jego dominację w 12ft.

Dublet.

Ocierali się o niego Tytus Pawlak i Marcin Jamroziak. Wygrywali jedną z Lig Snookera / Pool Bilarda, a w drugiej lądowali „tylko” na niższych stopniach podium. Bartłomiej Kuśnierz też miał taką samą szansę. Ale dopiero Wiktor Doberschuetz w końcu tego dokonał. W tym samym czasie wygrał Ligę Pool Bilarda 12ft co Ligę Snookera 12ft. Chapeau bas.

Nadszedł ten czas w roku kiedy coś się kończy, a coś zaczyna. Zaczynając od rzeczy najbardziej ogólnych, to na pierwszym miejscu oczywista oczywistość – możemy zapomnieć o porannym spojrzeniu za okno w nadziei, że nie zobaczymy na zewnątrz zasłony z białego puchu. Co niektórzy  z wielką przyjemnością zapominają o trudach zimowej sesji i oddają się w całości „międzysesyjnemu” relaksowi.
Dalej, sprawa bardziej „lokalna”. Część osób może już zapomniała (z powodu tego jak dobrze się bawiła), a część nie zapomni tego nigdy. Wtajemniczeni pewnie domyślają się o czym mowa – niedawno dobiegło końca pierwsze dziesięciolecie istnienia klubu. Hucznie obchodzone, wspólnie z ludźmi, którzy tak naprawdę tworzą ten klub bardziej niż te 5 stolików, wokół których kręci się cały biznes.
Na koniec rzecz ważna, jeśli nie najważniejsza. Wraz z tym wszystkim dobiegają końca zmagania zawodników w zimowej edycji ligi snookerowej. Okres zawirowań w tabelach i maksymalnego wysiłku przy stołach. Okres przeciążenia klubowych serwerów, bo wiadomo – na koniec ligi nasi zawodnicy zmieniają się w zawodowych analityków, potrafiących okiełznać najbardziej skomplikowane i zawiłe rankingowe zagadki. A dla tych co od tabelek wolą podane na złotej tacy fakty – krótka analiza.

Półmetek, połowa, środek. W zimowej edycji Ligi Pool Bilarda 12ft upłynęło już tyle czasu ile z grubsza pozostało do jej końca. Jest to na tyle specyficzny okres, że zawodnicy nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji mogą mieć jeszcze nadzieję na odwrócenie swojego losu. Inna sprawa czy są to szanse realne jak to, że starczy nam wypłaty do końca miesiąca, czy już typowo matematyczne, jak to, że brak tej kasy do końca miesiąca załatamy szóstką z totka.

Doprawdy nie wiem jak to Paweł Flantowicz robi, ale kompletnie rozmontował w sobotnie południe obronę Tytusa Pawlaka dominując praktycznie w każdej odsłonie meczu. Jeszcze bardziej się zatem dziwię jak widzę kontynuującego dobrą grę szczecinianina w pierwszym frejmie meczu z Marcinem Jamroziakiem, a potem dzieje się coś, co tylko w przypływie krasomówczej fantazji, po 6, no może 8 browarkach, byłby w stanie wyjaśnić jedunie klubowy bard Giusio… i bohaterem spotkania zostaje Marcin wyciągając dwa frejmy na czarnej bili. Chciałoby się powiedzieć coś o przepaści dzielącej umiejętności snookerzysty Jamroziaka od snookerzysty Pawlaka, ale przecież takowa nie istnieje...