Rozgrywki

Gdy w poprzedni weekend zapadały rozstrzygnięcia na szczytach obu lig, kolejny tydzień przyniósł scenariusze rodem ze środku sezonu ligi zawodowej futbolu amerykańskiego NFL. Na kształt tabeli i wyniki rozgrywek nagle zaczęli mieć wpływ lekarze specjaliści. Kiedy doktorzy wkraczają do gry, zazwyczaj oznacza to jedno: zawodnik ląduje na ławce. Potem tylko czeka na wyrok – czy wykluczenie z powodów zdrowotnych jest tymczasowe, czy jednak cały sezon można już spisać na straty. Aż trzech bilardzistów było zmuszonych do wybrania tej drugiej opcji. Sypnęło walkowerami w obu ligach. Niestety aż osiem spotkań rozstrzygnięto przy „zielonym stoliku”. Tabele się przetasowały i nastała nowa rzeczywistość, niekoniecznie odzwierciedlająca umiejętności i formę zawodników w tej edycji.

Tytus Pawlak rozsiadł się znów wygodnie w fotelu mistrzowskim Ligi Pool Bilardu. W decydującym pojedynku nie dał szans Nikodemowi Jankowiakowi i wynikiem 7:2 nie pozostawił złudzeń kto jest najlepszym zawodnikiem w 8 bil w naszym klubie. Obaj panowie jednakże zasługują na wyrazy uznania. Nie mieli sobie równych, a jedyna porażka jaką odnotowali wynika z ich nieuniknionego, wzajemnego starcia.

Zaledwie 4 punkty w trzech pojedynkach zdołał uciułać Piotr Słodzinka. Przegrana z Marcinem Jamroziakiem pozwoliła wskoczyć oponentowi na 2 miejsce podium, natomiast porażka z Rafałem Zimniakiem najprawdopodobniej skazuje Słodzinkę na trudniejszą wersję barażu o utrzymanie.

summertimeDługi weekend czerwcowy, to dobry moment na opublikowanie kalendarza imprez letnich w 12ft. Te kilka wolnych, gorących już dni, to całkiem niezła próbka jak zazwyczaj wygląda w Poznaniu okres wakacyjny. I w tej atmosferze przedstawiamy Wam listę turniejów, które będą u nas rozgrywane tego lata. Naliczyliśmy ich tego roku piętnaście. Pięć pool bilardowych, dziewięć snookerowych i jeden w... ...bilard angielski. Tak tak. Dobrze widzicie. Formuła okresu letniego nie uległa zmianie. Zawodnicy rywalizują w zawodach zdobywając punkty do klasyfikacji snookerowej lub poolbilardowej. Dla najlepszej szesnastki z każdego rankingu przewidziany jest udział w turniejach finałowych. A tak to wygląda w szczegółach:

Nawet jak mu się nie chce. Nawet jak gra z luzem i brakiem zaangażowania. Nawet jak widać, że nikt w Lidze nie jest w stanie pobudzić jego ambicji. Czasem widać, że jakby mu się w ogóle nie chciał tu być. Nawet wtedy jest poza zasięgiem reszty ligowców. Wiktor Doberschuetz dziś w piątek po swoim ostatnim meczu, około 18:00 wzniósł wyimaginowany (prawdziwy, imienny zostanie kupiony mu wkrótce) puchar do góry w geście zwycięstwa.

Liga na ostatniej prostej. Chwilę temu, na ostatnim zakręcie wypadło jednak z trasy kilku zawodników. W weekend znów nie brakowało ciekawych wyników i widowiskowych porażek. Ta edycja Ligi Pool Bilarda 12ft z pewnością należy do ciekawszych w historii tych rozgrywek. Co ciekawe – emocje które dostarczają pierwsza i druga liga są zdecydowanie różne. Rozegraliśmy siedem kolejek. Przed nami ostatnie dwie. Oto co się działo w miniony weekend.

Tytus Pawlak niespodziewanie łatwo uporał się z Piotrem Ptaszyńskim i został samotnym liderem 1 Ligi. Niewiele brakowało, aby zwyciężając, po raz drugi w tej edycji bez straty partii, odskoczył Nikodemowi Jankowiakowi aż na 3 punkty. Na szczęście dla widowiska tak się nie stało i finisz rozgrywek zapowiada się bardzo ciekawie.
 

Pięć z sześciu potyczek pierwoszoligowych zakończyło się wynikiem 3:0. Srogi łomot przyjął w sobotni poranek Piotr Słodzinka, a po 6 punktów zainkasowali Doberschuetz, Kaczmarek i Wieliński.

Zarówno za oknem i przy bilardowym stole. Gorące stają się również głowy jak i przysłowiowe krzesła. Aura za oknem coraz bardziej przypomina środek lata a i temperatura atmosfery meczów zaczyna być również wysoka. Jedni sobie radzą z tym lepiej – inni w ogóle. Gorące emocje zaczynają się udzielać wszystkim, bo na dalekim horyzoncie widać już finisz rozgrywek i wszyscy sobie zdają sprawę, że nie ma już pola marginesu błędu, że każde drobne potknięcie może spowodować porażkę w osiągnięciu celu w tej edycji. Niezależnie czy celem tym jest podium, awans do wyższej ligi czy ratunek przed spadkiem do niższej.

Są dni, które przebiegiem nas na tyle demolują, że człowiek czuje jakby postarzał się o rok. Są momenty, które czujemy, że wywracają znane nam otoczenie do góry nogami. Człowiek wstaje z łóżka następnego dnia i widzi, że musi się zaadaptować do nowych warunków. Zmienić plany. Zamiast grać o podium, grać o utrzymanie. Zamiast bić się o majstra, bić się o odzyskanie honoru. Zamiast dominować, spróbować nawiązać walkę. Ten weekend był wymagający dla wielu zawodników Ligi Pool Bilarda. Dla wielu próbą ognia, której nie przeszli.

„Byczący się mentalnie” bilardziści, ewidentnie urażeni tym ubliżającym epitetem, wzięli się do roboty i pełną parą wracają do ligowych zmagań. Dziewięć meczów zostało rozegranych w ten weekend, z których aż sześć przez pierwszoligowców. Druga liga zrobiła sobie trochę wolnego – w końcu mieli klub dla siebie w zeszłym tygodniu.

 Zastanawialiście się kiedyś ile niebywałych rzeczy może się wydarzyć w poznańskiej lidze snookera, w jeden weekend? A może myślicie, czy w ogóle coś takiego może mieć miejsce? Otóż może. I miało. Pobijanie rekordów to dla naszych zawodników chleb powszedni. 147 w mniej niż 5 minut i 20 sekund? Nie, na to 12ft nie jest jeszcze gotowy. Ale 15 notowanych brejków w 3 meczach? To już stało się faktem.

Koniec majowego urlopu – obowiązki wzywają. Znów żmudne codzienne chodzenie do roboty. Znów cotygodniowe granie w Lidze Snookera. To drugie stanowi jednak przeciwwagę do nużącej codziennej pracy. Snookerzyści ochoczo rzucili się na weekendowe terminy, choć należy podkreślić, że nie wszyscy. Wielu dołożyło sobie dwa dni czwartkowo-piątkowego urlopu i próżno ich było szukać w 12ft minionej soboty i niedzieli.

Długi weekend majowy obfitował w snookera. W Anglii zakończyły się Mistrzostwa Świata, a na lokalnym podwórku rozegrano coroczny Puchar Ligi na 6 czerwonych bilach. W zmaganiach w klubie 12ft udział wzięło 28 losowo rozstawionych śmiałków. Oprócz etatowych ligowców do turnieju postanowiły dołączyć osoby, które gościnnie grywają w turniejach organizowanych w naszym klubie. Mowa o braciach Michale i Łukaszu Bartkowiakach, doskonałym pooliście Krystianie Ćwikle czy lubianym studencie medycyny Krzysztofie Górniaku. Do rywalizacji zgłosili się również były zawodnik ligi poola i miłośnik snookera Robert Jankowiak oraz debiutujący w 12ft Dominik Hirsz, stawiający swe pierwsze kroki w klubie Trick Shot w Lwówku.

Ulicą Dąbrowskiego prosto, jak na Kierskie. Cały czas jechać krajową 92, aż do Pniew. Po drodze jedno rondo, dwa fotoradary i trzy „czarne punkty” - także jechać ostrożnie. Na skrzyżowaniu w Pniewach w lewo, na Świecko. Stamtąd jeszcze kilka kilometrów i będzie znak, że zjazd po lewej, no i jesteśmy na miejscu! Lwówek. Przepiękna okolica – sięgające po horyzont pola, brzozowe zagajniki, pachnące wiosną sady – a pośrodku spokojne miasteczko, o równie majestatycznej aurze co jego nazwa. Labirynt ciasnych, krętych uliczek prowadzi do placu głównego, który (jak głosi legenda) widział więcej, niż najstarsza osoba z Lwówka czy nawet okolic.

Ruszamy na dobre. Święta, długie weekendy za nami. Przed nami z kolei już tylko cotygodniowe granie. Rozleniwieni urlopowymi przerwami w ciągu ostatniego miesiąca bilardziści wrócili mniej lub bardziej chętnie do gry. Niektórzy musieli się przestawić dodatkowo z odmiany 9 bil, według której rozgrywany był Turniej o Puchar Ligi Pool Bilarda 12ft, na ligową „ósemkę”.  Robili to z różnymi skutkami. Różnie też przebiega rozruch do cotygodniowego rytmu grania.