W miniony weekend w poznańskim klubie 12ft odbyły się zawody mające na celu wyłonienie Mistrza Wielkopolski. Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski były również turniejem w randze 2* zaliczanym do PORS. Nie mniej jednak to tytuł zwycięzcy turnieju a nie punkty rankingowe był na tyle atrakcyjny, że na liście startowej znalazło się ostatecznie 45. nazwisk.

Jak to starzy malarze pokojowi twierdzą, rzeczy mogą być barwne i bezbarwne. Podobnie rzecz ma się z turniejami organizowanymi w Polsce. Turniej w stolicy Wielkopolski zaliczał się ewidentnie do tych pierwszych - i to z paru powodów. Do Poznania zjechali przedstawiciele miast, które na co dzień nie uczestniczą w polskim życiu snookerowym. Tak więc gościliśmy zawodników z Ostrołęki, Legnicy, Koszalina, Elbląga i z paru innych specyficznych miejscowości. Ten fakt oraz duża liczba zawodników niesklasyfikowanych w PORS powodowało wzrost współczynnika nieprzewidywalności wyników większości spotkań w turnieju. Dodatkową turniejową ciekawostką jest fakt niecodziennej liczby kobiet startujących w zawodach. Nie wiem czy kiedykolwiek w turnieju PORS wystartowało 5. (słownie: PIĘĆ) zawodniczek - jeśli tak, to z perspektywy dzisiejszego dnia są to czasy tak odległe jak powstanie listopadowe.

Przy frekwencji przekraczającej niektóre turnieje 3* oraz przy dwóch stołach w klubie 12ft, wróżono spore poślizgi czasowe w rozmiarach o wiele większych niż opóźnienia pociągów PKP. Na szczęście obyło się bez znacznych spóźnień, za to często wyrabialiśmy się z czasem rozgrywania spotkań ponad normę.

 snieg
 Maciej Śniegowski
Zmagania rozpoczęliśmy w piątek w samo południe, w większości pomiędzy poznaniakami. Mimo niekorzystnej pory rozgrywania spotkań odnotowano tylko jeden walkower (nota bene nie spowodowany problematyczną godziną rozgrywania pojedynku, lecz brakiem obecności zawodnika na terenie III RP). Piątkowe mecze to starcia snookerzystów z odległych miejsc w rankingu PORS a często nawet tych, którzy nie są jeszcze w nim sklasyfikowani. Myli się jednak ten kto myśli, że atrakcyjność wszystkich tych pojedynków była gorsza niż programu "Rolniczy Kwadrans". To tego dnia na swojej drodze do niedzielnych pojedynków w 1/8 finału, najcięższe spotkania mieli Fryderyk Bukowski i Maciej Śniegowski. Obaj w najciekawszych piątkowych spotkaniach pokonują odpowiednio Huberta Miężalskiego z Wągrowca i poznaniaka Michała Białka 2:1.

mala
 Marzena Łagowska
Sobota to już dzień, w którym w pełni można było poczuć atmosferę turniejową. Pierwsze spotkania to kolejne pojedynki kobiet. O włos od sprawienia niespodzianki zielonogórzaninka Weronika Nowicka, której brakowało jednej bili do pokonania Piotra Adamczaka 2:0. Niestety dla niej - Piotr w ostatniej chwili odwrócił losy pojedynku ostatecznie zwyciężając 2:1. Co nie udało się Weronice - dokonała Marzena Łagowska. Po zaciętym meczu pokonuje zawodnika z Legnicy Macieja Kiełkowicza w trzyfrejmowym pojedynku. W sobotę mogliśmy również obserwować poczynania piętnastolatka Krzysztofa Górniaka z Lichenia Starego, dotychczas nieznanemu szerszej gawiedzi snookerowej. Krzysztof w OMW grał niczym turniejowa drużyna Niemiec w futbolowych MŚ - rozgrzewał się coraz bardziej w trakcie imprezy. Od pierwszej rundy zawędrował do meczu w 1/8 finału, który został rozegrany awansem w sobotni wieczór na prośbę obu zawodników. Tutaj obserwatorzy byli zasadniczo zgodni - gdyby mecz był rozegrany w niedziele rano, gdy Górniak nie czułby zmęczenia wcześniejszymi pojedynkami, doszłoby do jeszcze większej niespodzianki. Jednak w ten oto sposób pierwszym ćwierćfinalistą okazał się poznaniak Marcin Gdula.

leigor
 Marek Leichert (z lewej) i Krzysztof Górniak
Niedziela to już czas najlepszych. Pary meczowe 1/8 finału okazały się być w dość niecodziennym składzie. Zawodnik rozstawiony z numerem 3. miał zmierzyć się z zawodnikiem z nr 30., turniejowa dwójka z zawodnikiem 34. a w meczu rozegranym awansem nr 8 wygrał już z numerem 41. Tylko w jednym meczu z wszystkich ośmiu zawodnik niżej rozstawiony wygrywa swój mecz - czternastoletni poznaniak Karol Szuba-Jabłoński pokonał wyżej notowanego Filipa Siudzińskiego 2:1. Niedzielne pojedynki przybrały o wiele szybsze tempo niż zakładał kalendarz zawodów. Turniej snookerowy w odróżnieniu od mózgu populistów nie znosi próżni, także kolejne mecze rozgrywano awansem już nie czekając na ich nominalny czas rozpoczęcia. Mecze ćwierćfinałowe to podobna historia co 1/8 - jedynym wyjątkiem od zwycięstw wyżej rozstawionych zawodników jest ponownie wygrana Szuba-Jabłońskiego - tym razem nad Grzegorzem Zbijowskim. Półfinał pierwszy to pojedynek, który zapewne jest szarą codziennością w szczecineckim klubie Arkadia. Bartłomiej Zacniewski z jankeskim luzem pokonał Sylwestra Szumera 2:0. W drugim półfinale wrocławianin Przemysław Pietrzykowski nie dał szansy na stworzenie kolejnej niespodzianki i pokonał Karola Szuba-Jabłońskiego tym samym stosunkiem frejmów.

zac
 Barłomiej Zacniewski
OMW to kolejne zawody w Poznaniu, gdzie ponownie Bartek Zacniewski znajduje się w finale. Jego droga do ostatniego meczu turnieju była prosta jak struktura organizacyjna Samoobrony. Przemek Pietrzykowski zazwyczaj sprawiający wrażenie wiecznie zaspanego studenta, który do końca nie kapuje, o czym aktualnie nawijają ludzie dookoła, przed tym meczem miał szeroko otwarte oczy a jego koncentracja prawie wywoływała wyładowania elektryczne w otaczającym go powietrzu. Dotychczas nie miał szczęścia do turniejów w Poznaniu, ale te zawody w końcu okazały się przełomowe. Zatem padło nieśmiertelne "there can be only one" i biała poszła w ruch. Na pierwszy rzut oka na wynik finału można pomyśleć, że był jednostronny i nudny jak instrukcja obsługi odkurzacza czy regulamin poczekalni na dworcu kolejowym. Nic bardziej mylnego. Tylko Przemka brak szczęścia spowodował, że ten mecz nie skończył się wynikiem 3:2. Przegrał on bowiem dwa frejmy na ostatniej czarnej nie trafiając stosunkowo prostych uderzeń.
 
Skończyło się zatem 3:0 dla Zacniewskiego i to on oficjalnie przynajmniej przez najbliższy rok pozostanie Mistrzem Wielkopolski.