FINAŁ
pb
[pool bilard]

Eksperyment zaliczony. Wyniki na tyle obiecujące, że nakazują rozwijać program. Mowa o Cyklu SummerTime w wersji bilardowej. W zeszłą niedzielę rozegraliśmy turniej Finałowy letnich rozgrywek w tym wydaniu a ich pierwszym, historycznym zwycięzcą został Tytus Pawlak.

Pool bilard w wydaniu letnich rozgrywek, pojawił się po raz pierwszy w kalendarzu zawodów naszego klubu. Coraz większe grono bilardzistów, grywających w Lidze Pool Bilarda 12ft miało w najgorętszych miesiącach tego roku możliwość zmierzenia się ze sobą dla odmiany w trybie turniejowym. Grono, które się tymi rozgrywkami zainteresowało było skromne, nie mniej jednak w dużej większości stawiało się solidarnie na każdych zawodach. Traf chciał, że bilardowy Finał SummerTime, nominalnie przeznaczony dla najlepszej szesnastki, okazał się na tyle pojemny, że zagrały w nim wszystkie chętne osoby z letniego rankingu.

W przeciwieństwie do wcześniejszych turniejów – finał odbył się bez fazy zmagań grupowych. To oznacza, że od samego początku grano wysokim modusem meczowym – do ośmiu wygranych partii. Wśród pojedynków pierwszej rundy początkowo za największą niespodziankę uważano odpadnięcie finalisty poprzedniego turnieju – Nikodema Jankowiaka. Ostatnie zawody, tak dobre dla Nikodema, który dotarł do finału, rozgrywane były w dziesiątkę. Odmiana 8bil widocznie mniej przypasowała najmłodszemu zawodnikowi turnieju, w związku z czym przegrał 4:8. Wstydu nie było, bo okazało się, że poległ z późniejszym triumfatorem zawodów.

Bardzo mocno swoją postawą zaskoczył swoich przeciwników Maciej Rogoziński. Samemu będąc rozstawionym z numerem dwunastym, w pierwszym swoim meczu pokonał turniejową piątkę – Emila Mądrego. Wynik 8:4 świadczy, że Mądry przegrał zdecydowanie, w czym oprócz dobrej postawy Macieja, pomogła mu jego niezbyt optymalna dyspozycja zdrowotna.

Ćwierćfinały były najbardziej zaciętą częścią turnieju. Wspomniany Rogodziński odpadł z zawodów dopiero po ostatnim decydującej partii w meczu z Mateuszem Gajewskim, choć wygrywał już 7:4. Wynik 8:7 również był odnotowany między zwycięzcą turnieju w dziewiątkę – Piotrem Ptaszyńskim a Tomaszem Grygierem. Tu ostatnią, decydują partię wygrał Ptaszyński.

Najwięcej partii z kija wpadło w półfinałach. Zarówno Marcin Jamroziak jak i Mateusz Gajewski tej sztuki dokonali w meczu między sobą. Niestety – dla Gajewskiego to była jedyna konkretna statystyka, w której dorównywał rywalowi. W ilości wygranych partii uzbierał jedynie połowę tego co przeciwnik.

W drugim półfinale spotkanie między Piotrem Ptaszyńskim a Tytusem Pawlakiem było wyrównane tylko do pewnego momentu. Końcowe partie należały już do Tytusa. W tej parze meczowej, tylko Tytusowi udało wpisać się na listę partii z kija. Przy tej okazji uczynił to już drugi raz.

Finał przebiegał pod znakiem pościgu. Gdyby nie liczyć pierwszych trzech partii – wyglądał on na wyrównane widowisko. Realia okazały się jednak takie, że szybko wygrane trzy pierwsze partie przez Pawlaka, ustawiły mecz. Tytus kontrolował sytuacje i pozwalał przeciwnikowi zbliżyć się co najwyżej na różnicę dwóch partii. Dwukrotnie jego przewaga wynosiła aż partie cztery: przy stanie 5:1 i 8:4. Pawlak spokojnie i metodycznie dowiózł zwycięstwo do końca. Dla Jamroziaka był to trzeci mecz finałowy z czterech możliwych do zaliczenia tego lata. Wszystkie przegrał. Tym razem 7:10.

Gratulacje dla zwycięzcy!