W pierwszy weekend roku 2014 odbyły się zawody, które powoli wpisują się już w tradycję klubu 12ft. Noworoczne turnieje przeplatały się w ostatnich latach naprzemiennie z kobiecymi turniejami PORS-K. W pierwszych zawodach tego roku nie lada niespodzianką okazał się zwycięzca zmagań – został nim Rafał Zimniak.

Klub 12ft w miniony weekend był areną zmagań praktycznie tylko dla lokalnych zawodników. Jedynym wyjątkiem był Jarosław Strugała z Głogowa. W sobotnie południe przy stołach stanęli zawodnicy, którzy nominalnie znajdują się w czwartej lidze Ligi Snookera 12ft. Na brak emocji nie można było narzekać. Co prawda Konrad Kubasiewicz w miarę sprawnie uwinął się z Adamem Marszałem, jednak w meczu Piotra Gazdy z Tomaszem Wojtkowiakiem mieliśmy tasiemcowy thriller. Panowie po osiągnięciu remisu we frejmach zmuszeni zostali do rozegrania decidera, który również zakończył się remisem. I tak oto w tym blisko trzygodzinnym spotkaniu o zwycięstwie miała zdecydować dogrywka. Piotr Gazda być może nie kontrolował emocji w najlepszym stopniu, jednak wystarczająco na tyle, by nie popełnić kuriozalnego błędu. Błędu, który przytrafił się Wojtkowiakowi – przy odstawnej umieścił białą w kieszeni, czym oddał mecz przeciwnikowi.

Do niespodzianek na pewno należy zaliczyć sobotnie gładkie zwycięstwo Sebastiana Wawrzyniaka nad Szymonem Dudą. Wyniku 2:0 mało kto się spodziewał – niezależnie od tego kto by ten mecz wygrał. Szymon dominujący w ostatnich meczach w klubie 12ft, w ogóle nie przypominał zawodnika z ostatnich tygodni. Sebastian zagrał pewnie i po prostu „zrobił swoje”.

Sobotnie zmagania zamykał pojedynek Waldemara Dębskiego z Maciejem Śniegowskim. Panowie okupowali stół znacznie dłużej niż organizator przewidywał. Był to poniekąd skutek ultra defensywnej taktyki obu zawodników. Najwięcej czasu jednak poświęcili oni pierwszemu frejmowi, w której ustawienie bil groziło powtórzeniem frejma, gdyż wszystkie czerwone były ciasno zblokowane w narożniku, który to zatkała bila czarna. Wychodzenie z tego impasu wymagało czasu a najlepiej to zrobił Dębski. Drugi frejm to zgoła inne warunki gry – tu również Waldemar okazał się lepszym. 2:0.

Szlagierowe spotkanie w niedzielne południe między Filipem Siudzińskim i Wiktorem Doberschuetzem zakończyło się gładkim zwycięstwem tego pierwszego. Filip obawiał się, że jego występ może zakończyć się na tym spotkaniu, jednak przełamanie go dało mu sił aż na dotarcie do finału. Zanim tam się znalazł, wygrał w ćwierćfinale z Przemysławem Poźniakiem 2:1, mimo że Przemek miał łatwą bilę na mecz. Półfinał to szybka gra z Sebastianem Wawrzyniakiem, z której Filip wyszedł obronną ręką w obu frejmach.

W dolnej części drabinki niedzielny rajd do finału zaczął Rafał Zimniak. Szybkie zwycięstwo nad Konradem Kubasiewiczem było na tyle dobrą rozgrzewką, że w ćwierćfinale z kłopotami, ale jednak pokonał 2:1 trudniejszego zawodnika, jakim był Jarosław Strugała. Półfinał Rafała to ligowy klasyk. Z Pawłem Deckertem spotykał się wielokrotnie i zawsze trudno było wskazać lepszego gracza. Stąd nie dziwi konieczność rozegrania trzech frejmów w celu wyłonienia zwycięzcy.

Finał to solidna i konsekwentna gra Rafała. Filip, który prezentował dobry poziom przez cały turniej zawiesił poprzeczkę w ostatnim meczu turnieju na poziomie, którego przeskoczenie nie stanowiło dla Rafała problemu. Siudziński na tym etapie wbił nawet najwyższego brejka turnieju, ale to było zbyt mało na Zimniaka. Rafał wygrał 2:0 i zasłużenie w opinii wielu, a także co godne podkreślenia - według drugiego finalisty, zwyciężył w turnieju.

Gratulacje!