omwW ostatni weekend w klubie 12ft rozegrano najbardziej prestiżowy turniej snookerowy w Poznaniu. Kandydatów do gry było tylko trochę mniej niż chętnych na akcje PZU przed powodzią, stąd trzy dni turniejowe były wypełnione po brzegi meczami. Po 44. pojedynkach okazało się, że największy puchar pojedzie do Łodzi. Wygrał Michał Ebert.

45. nazwisk na liście startowej i dwa stoły snookerowe – rozegranie turnieju w takich realiach na przestrzeni trzech dni jest niewiele trudniejsze od opowiedzenia szczegółowej historii świata w 15. minut. Rok temu w identycznych warunkach to się udało – w tym roku było podobnie. Mecz Pawła Deckerta z Remigiuszem Wyrzykiewiczem w piątkowe południe oficjalnie rozpoczął zawody.
zacek
 Bartłomiej Zacniewski - autor najwyższego brejka turnieju
Pierwszy dzień zawodów to zmagania poznaniaków – wśród nich największe zainteresowanie wzbudziły mecze pierwszoligowych poolbilardzistów poznańskiego Hadesu – wspomnianego już Remigiusza Wyrzykiewicza oraz Wojciecha Sroczyńskiego. Pierwszy z nich, początkowo przy stole snookerowym wyglądał niczym zagubiona kuleczka gazu w wodzie mineralnej, jednak po ocknięciu się ostatecznie ogrywa 2:1 ponad dwukrotnie starszego Pawła Deckerta. Sroczyński natomiast nie miał problemów adaptacyjnych związanych ze zmianą dyscypliny - w obu swoich piątkowych meczach nie dał zbyt dużych szans swoim przeciwnikom, nie oddając im ani jednego frejma. Turniej ruszył na dobre, jednak w piątkowych meczach trudno było dostrzec eksplozji snookerowych umiejętności – póki co zamiast wystrzałów z ciężkich dział mieliśmy odpustowe kapiszony. Nie oznacza to jednak, że brakowało zaciętych pojedynków. Adam Starikiewicz pożegnał się z turniejem przegrywając dwukrotnie na czarnej bili – niestety w sposób pechowy, bo w obu przypadkach na niej faulując. Pomyłki Adama sprawiły, że jego przeciwnik Robert Zabel powędrował rundę wyżej. Również Marek Szramski z Cyrusem Sidorem dostarczyli sporo emocji w swoich meczach. Obaj pokonują 2:1 na ostatnich bilach trzeciego frejma odpowiednio Przemysława Tica i Tomasza Bystrzyńskiego.
Drugi dzień kończy się bilansem Poznań-reszta świata 5:2. Poznańscy zawodnicy w starciach ze snookerzystami przyjezdnymi o wiele częściej byli niegościnni, aniżeli dawali im powód do pozostania w stolicy Wielkopolski nieco dłużej, choćby po to by rozegrać jeszcze jeden mecz. Sobota również przyniosła niewesołą statystykę – żadna z kobiet startujących w turnieju nie wygrała swojego meczu, choć Marta Marciniak i Weronika Nowicka miały przeciwników, na pewno będących w ich zasięgu. Ozdobą tego dnia był pojedynek wymienionego już wcześniej Wojciecha Sroczyńskiego z Wiktorem Doberschuetzem. Mecz toczył się w szybkim tempie, w ofensywnym stylu i z paroma ładnymi brejkami. Mimo obiecującego obrotu spraw na początku spotkania, w miarę upływu czasu szanse Wiktora na zwycięstwo ginęły bezpowrotnie jak dawne umiejętności polskich piłkarzy. Wiktor ostatecznie spotkanie przegrał 0:2. Tym samym Wojtek awansował już do czwartej rundy zawodów będących jednocześnie 1/8 finału.  
W niedziele wkroczyliśmy w decydującą fazę zawodów. Niestety – od rundy last16 ilość poznaniaków w turnieju zmniejszała się szybciej niż liczba tych, którzy chcieli głosować na Andrzeja Olechowskiego. Tak jak rok temu do etapu 1/8 dotarło sporo zawodników z niskimi numerami listy startowej. Michał Ebert swój marsz do zwycięstwa w turnieju rozpoczynał meczem z zawodnikiem rozstawionym z numerem 32. – Piotrem Adamczakiem. Obrońca tytułu Bartłomiej Zacniewski w pierwszym starciu mierzył się z Tomaszem Apolinarskim – 44. zawodnikiem na liście startowej. Karol Szuba-Jabłoński – z Wojciechem Sroczyńskim – zawodnikiem nr 36. W każdym z tych przypadku niżej notowani zawodnicy odpadli.
rogoza
 Paweł Rogoza
Ćwierćfinały to już domena najmłodszych zawodników – tutaj średnia wieku to nieco ponad 15 lat. Na tym etapie turnieju pada największy brejk. Bartłomiej Zacniewski wbija w Karolowi Szuba-Jabłońskiemu w jednym podejściu 55. pkt. Jest to największy gwóźdź do trumny ostatniego z poznaniaków pozostającego najdłużej w grze. Karol przegrywa mecz 0:2. Najbardziej zaskakującą parą ćwierćfinałową są wrocławianin Michał Owczarek z Pawłem Rogozą ze Szczecina. Obaj zawodnicy mają bardzo skromne doświadczenie w turniejach PORS i dotarcie do tego etapu gier mogą obaj uznać za sukces. Niestety – dla jednego z nich ten mecz okazał się być końcem drogi. Po zaciętym meczu do półfinału awansował Owczarek. Pozostałe dwa ćwierćfinały, to zwycięstwo różnicą jednego frejma Michała Eberta nad Krzysztofem Górniakiem oraz wygrana Kamila Pilarskiego z najmłodszym uczestnikiem zawodów i triumfatorem zeszłorocznego letniego cyklu Pot Black w jednej osobie – Mateuszem Baranowskim.
Gry półfinałowe – to w pierwszym przypadku bratobójczy pojedynek zawodników z Wrocławia. Tutaj kolejny swój mecz wygrywa Kamil Pilarski, po raz kolejny bez straty frejma. W drugim półfinale niespodziewanie odpada obrońca tytułu Bartłomiej Zacniewski. Jest to jego pierwsza przegrana na poznańskich stołach w historii jego występów w klubie 12ft, co więcej - pierwsza porażka w turniejach PORS rangi 2*.
ebert
 Michał Ebert - zwycięzca OMW 2010
Finał Otwartych Mistrzostw Wielkopolski przyniósł pełen pakiet emocji i biegunowo odległe scenariusze. Widowisko zgotowali nam Michał Ebert z Kamilem Pilarskim. Kamil rozpoczął od mocnego uderzenia wygrywając dwa pierwsze frejmy. Na tym etapie spotkanie było typowym meczem ”do jednej bramki”. W trzecim frejmie Michał dotrzymywał już tempa Kamilowi – Kamil dostał ostatecznie jednak szansę na ukrócenie zapędów przeciwnika. Po niecelnym zagraniu Eberta otrzymał możliwość wbicia ostatniej decydującej czarnej. Ustawiła się ona w okolicy punktu różowej, biała nieco dalej, powodując możliwość wbicia praktycznie na wprost do kieszeni narożnej. Niestety – jak to powiedział oficer amerykańskiej policji, gdy okazało się, że Cameron Todd Willingham z Teksasu, stracony w 2004r. za podpalenie własnego domu, w którym zginęły trzy jego córki, jest niewinny: „pomyłki się zdarzają”. To był kluczowy moment tego spotkania. Michał wykonał to co Kamilowi nie udało się chwilę przedtem. Przegrywał już tylko 1:2. Około dwadzieścia minut później mieliśmy już remis. Ostatni frejm, jak to przystało na prawdziwy dreszczowiec - kończył się na ostatniej bili. Lepszym opanowaniem nerwów wykazał się przedstawiciel łódzkiego Frame’a. Parę chwil później to właśnie Michał Ebert odbierał puchar za zwycięstwo w Otwartych Mistrzostwach Wielkopolski 2010.
Późnym niedzielnym wieczorem zakończył się ciekawy turniej, jakim były Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski. Szczyptę dziegciu stanowią zaskakujące walkowery, których było w sumie aż 5. Zaskakujące o tyle, że w większości wypadków oddawali je zawodnicy, którzy już zagrali w turnieju we wcześniejszych rundach. Nie trudno też zauważyć, że padały one na przeróżnych etapach zawodów – od pierwszej rundy na dwóch meczach poddanych bez walki w 1/8 finału.
Za nami kolejny turniej 2* z niebywale wysoką frekwencją. Frekwencją, która podobno miała miejsce na zawodach tej rangi tylko parę razy w tej dekadzie. Jednak do rekordu z mezozoiku polskiego snookera (lata ’90) podobno jeszcze bardzo daleko.
Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski były drugim turniejem zaliczanym do poznańskiego letniego rankingu SummerTime. Kolejne zawody z tego cyklu już za dwa tygodnie. W dniach 24-25 lipca zapraszamy na zawody Snooker Plus.