pbZawody #5 cyklu SummerTime przechodzą do historii. W ostatnią niedzielę odbył się najszybszy turniej letnich rozgrywek – Pot Black. Po raz kolejny puchar za pierwsze miejsce został wywieziony z Wielkopolski. Powędrował do Torunia, skąd przyjechał na poznańskie snookerowe zmagania czternastoletni Patryk Masłowski.

Specyficzna formuła pojedynków polegająca na rozegraniu tylko jednego frejma w meczu powoduje, że to zawodnicy o żelbetonowej psychice są faworytami zawodów. Dla kogoś, kto nie umie wydźwignąć się podczas partii z dwudziesto punktowej straty zazwyczaj oznacza to zakończenie udziału w zawodach. Stąd często tego dnia oglądaliśmy mecze, gdzie przewaga jednego z zawodników rosła szybko niczym truskawki na Kaszubach, czy też zadłużenie Grecji. Formuła zawodów była ciekawa również z innego powodu. Rozstawienie zawodników w drabince było niczym funkcjonowanie centrali telefonicznej z czasów Polski Ludowej, podczas łączenia rozmów abonentów – zupełnie losowe.
Tak więc – sporo pojedynków kończyło się zdecydowanym zwycięstwem jednego ze snookerzystów, nie mniej jednak parokrotnie mogliśmy obserwować równorzędną i zaciętą wymianę ciosów. Mecz z pierwszej rundy pomiędzy Marcinem Dzbanuszkiem a Markiem Leichertem kończył się na przedostatniej bili premiując dalej Dzbanuszka. W jeszcze bardziej dramatycznych okolicznościach wygrał Maciej Śniegowski z Tomaszem Kasińskim. Po wbiciu ostatniej czarnej zwycięża zaledwie jednym punktem.
sobczaq
Tomasz Sobczak - cały czas z szansami na finał SummerTime
Ćwierćfinały składały się w sumie z siedmiu poznaniaków i wspomnianego już wcześniej jednego „piernika”. Co ciekawe - pary meczowe ułożyły się w ten sposób, że splotły ze sobą losy zawodników, którzy dotychczas nigdy wcześniej w oficjalnych zawodach ze sobą nie grali. Od tej rundy zaczynają swoje zawody dwaj (przypadkowo) najwyżej rozstawieni snookerzyści zawodów – Marcin Jamroziak i Tomasz Sobczak. Dla Sobczaka był to pierwszy i ostatni mecz – przegrał sromotnie z Filipem Siudzińskim. Z jeszcze większą przewagą wygrywa Jamroziak nad Maciejem Śniegowskim. W kolejnym ćwierćfinale Masłowski po względnie wyrównanej walce wyeliminował stałego bywalca półfinałów – Pawła Deckerta. W ostatnim ćwierćfinale odpada bohater wcześniejszego  zaciętego pojedynku – Marcin Dzbanuszek. Jego kosztem w półfinale znalazł się Wiktor Doberschuetz.
Półfinały to etap z najbardziej zaciętymi i widowiskowymi spotkaniami. Masłowski i Jamroziak po tym jak wbili sobie nawzajem ponad dwudziestopunktowe brejki, zostali skazani na rozstrzygnięcie pojedynku na ostatniej czarnej. Tą wiadomo już kto wbił.
W drugim pojedynku Filip Siudziński kończył frejma w wydawało się komfortowej sytuacji. Na bili różowej Wiktor Doberschuetz potrzebował aż trzech snookerów. Po kilkuminutowej gonitwie na stole zaczęło robić się nerwowo. Presja sięgnęła zenitu, gdy Wiktor doprowadził do sytuacji, w której potrzebował już tylko jednego faulu przeciwnika. Na tym etapie Filip się jednak przełamał i zdołał ostatecznie postawić „kropkę nad i”.
111
Zwycięzca Pot Black - Patryk Masłowski
Finał poziomem odbiegał od spotkań półfinałowym. Nie wiadomo czy było to spowodowane mniejszą koncentracją, zwykłym nie trafianiem, czy też może większym asekuranctwem, bądź taktyką z naciskiem na defensywe. I Filip i Patryk zdobywali o wiele mniej punktów, jednak żaden z nich nie zbudował większej przewagi nad drugim. Finał zakończył się na bili różowej. Masłowski po jej wbiciu wydał z siebie triumfalny okrzyk, po czym za parę minut odbierał puchar przeznaczony dla zwycięzcy zawodów.
Turniej Pot Black spowodował niewielkie przesunięcia w klasyfikacji SummerTime. Awanse o jedną pozycję zaliczyli Doberschuetz i Deckert. Poza tym w pierwszej szesnastce nic się nie zmieniło. Zwycięzca zawodów z 10. punktami zajmuje w klasyfikacji dopiero 22. miejsce. Przed nami ostatni turniej SummerTime – w najbliższy weekend rozgrywamy turniej dwugwiazdkowy 6red. Jest to ostania szansa na to by znaleźć się we wielkim wrześniowym finale SummerTime, w której udział weźmie szesnastu zawodników. Co ciekawe – zawodnicy z miejsc poniżej pierwszej szesnastki znajdą się automatycznie na liście rezerwowej, z której wg wszystkich znaków na niebie i na ziemi, niestety będziemy zmuszeni skorzystać…