Tego lata sposób na zapełnienie pustki po lidze był oryginalny. Już trzeci rok z rzędu organizowaliśmy turnieje zaliczane do Polskiego Rankingu Snookera, co prawda tylko w randze jednej lub dwóch "gwiazdek", lecz to maksimum, którego możemy sięgnąć w poznańskich snookerowych warunkach. Zgodnie z rozkładem jazdy na sezon urlopowy zwieńczeniem był turniej finałowy Summer Time, w którym do gry uprawnionych było 16 najwyżej sklasyfikowanych osób w rankingu. Novum z pewnością była obecność mediów, które towarzyszyły nam przez cały cykl, aby przy decydującym starciu powiedzieć kto na wielkopolskiej ziemi był najlepszy przez ostatnie dziesięć tygodni.

Tak wyglądała zapowiedź turnieju w telewizji WTK... 

 

Summer Time Finał rozpoczął się niemrawo jeśli chodzi o tempo gry, ale mimo to od pierwszych wbijanych bil można było poczuć dreszczyk emocji.
Oto skazywana z góry na porażkę Marta Marciniak stanęła naprzeciwko niespodziewanego lidera klasyfikacji letniej - Przemysława Poźniaka. Stanęła i o dziwo dała radę wygrać pierwszego frejma. Nieliczni obserwatorzy aż zacierali ręce węsząc niespodziankę. Niestety, niewiasta pary nagromadziła tylko na pierwszą bitwę, potem powietrze uszło i ponad trzygodzinną wojnę przegrała 1:3. Nieco wcześniej z turniejem pożegnał się jeden z faworytów - Filip Siudziński. Jego pogromcą okazał się Marek Leichert, który wykorzystał nieco niższą formę przeciwnika skupiającego się ostatnimi miesiącami bardziej nad rolą dobrego ojca małego Piotrusia niż nad treningami. Fajerwerków w tym meczu nie było, ale dało się usłyszeć parę westchnień zrezygnowania i wykrzyczanej frustracji. Reasumując Przemek z Markiem spotkali się w meczu rundy drugiej, który zwycięzcy dawał miejsce na podium i możliwość walki o finał. Marek Leichert nie wytrzymał trudów pięciofrejmowej/czterogodzinnej potyczki i uległ 2:3.
Następna para pojedynków rozstrzygnęła się zgodnie z założeniami - Doberschuetz odprawił z kwitkiem Rafała Zimniaka 3:0, a Baranowski z małym potknięciem ograł Krzysztofa Górniaka 3:1. Kolejny mecz zapowiadał się bardzo ciekawie - powracający do formy Wiktor i solidny junior z Zielonej Góry. Mecz był zacięty, mógł się podobać, bo parę zagrań z pewnością zaparło dech w piersiach tych co je widzieli, a wygrał 3:1 niezawodny w Poznaniu Mateusz Baranowski.
W dolnej części drabinki tylko jeden mecz nie miał zdecydowanego faworyta. Pozostałe zawodnicy bardziej doświadczeni rozstrzygnęli dość gładko na swoją korzyść: Szuba-Jabłoński pokonał Bartka Kuśnierza nie oddając partii, podobnie Paweł Rogoza ze Szczecina rozprawił się z Tomkiem Sobczakiem, a na koniec Marcin Jamroziak z małymi kłopotami wygrał 3:1 z Pawłem Deckertem, który - zauważyć trzeba - poczyna sobie coraz śmielej i w lidze i w turniejach. Meczem najbardziej zaciętym był pojedynek Apolinarski-Słodzinka, ostatecznie zakończony wynikiem 1:3.

 

 

W ćwierćfinale spotkali się Szuba-Jabłoński z Jamroziakiem oraz Rogoza ze Słodzinką. W obu przypadkach faworytami byli juniorzy i w obu wypadkach zostali zaskoczeni zdecydowanym oporem ze strony dwa razy starszych kolegów. Szczęśliwie dla siebie Karol Szuba-Jabłoński w końcu popracował nad koncentracją i wygrał swój pojedynek 3:1, choć jak wielu zauważyło po powrocie z Akademii Snookera w Sheffield nasz junior ma kłopoty z wyczuciem znacznie wolniejszego sukna. W sąsiednim meczu starcie powinien zdominować Paweł Rogoza, jednak szczecinianin jeszcze musi nabrać sporo doświadczenia. Miejmy nadzieję, że porażka 2:3 w ćwierćfinale naszej imprezy przyniesie sporą jego dawkę, bo Paweł po kilku miesiącach treningu prezentuje się przy stole całkiem solidnie.
W półfinałach kolejny raz do czynienia mieliśmy z walką dwóch pokoleń. W zasadzie te mecze przeszły bez echa i oba zakończyły się gładkimi zwycięstwami juniorów po 3:0.
Finał, bodaj szósty pojedynek obu młodzieńców. Niestety, kolejny raz przegrany przez Karola, choć po pięknej walce. Chciałoby się rzec, że nie ma szczęścia poznaniak w tych pojedynkach i Mateusz Baranowski kolejny raz przechyla szalę zwycięstwa na swoją korzyść wygrywając przez dbałość o detale, szczególnie w zaciętych końcówkach frejmów. Zwycięstwo 4:1 nie oddaje jednak zaciętości tego pojedynku i choć bardzo żałujemy, że największy puchar nie pozostał w Poznaniu, to szczerze gratulujemy obu panom, bo za parę lat to oni będą stanowić o sile polskiego snookera.

 


 

A na koniec jeszcze podsumowanie turnieju, jakie pokazało się podobnie jak jego zapowiedź w telewizji WTK w wiadomościach sportowych. Dla uważnych polecam "faul zmęczonego olbrzyma" :) sam nie wiem jak mi się to udało...

 
 



Po letnich emocjach zapraszamy tradycyjnie do udziału w Lidze Snookera. To już IX Edycja naszych rozgrywek, rozpoczynamy w pierwszy weekend października. Do zobaczenia w klubie!