To był iście snookerowy weekend w Polsce. Mistrzostwa Polski do lat 19, Mistrzostwa Polski Nadjuniorów i zdaniem wielu, nieco w cieniu tych dwóch imprez, rankingowy turniej kobiecy w stolicy Wielkopolski. Kto był w 12ft na zawodach z pewnością zdanie będzie miał odmienne, bo aura jaką roztaczają wokół siebie polskie snookerzystki jest czymś wyjątkowym.
 


Już w piątek wieczorem prawie wszystkie zawodniczki rozpoczęły zaprzyjaźnianie się z pachnącym świeżością suknem poznańskich stołów. Pojawiły się reprezentantki klubów warszawskich, pojawiły się gdańszczanki… Stali bywalcy 12ft rozsiedli się przy barze i raczyli się widokiem niecodziennym, bo oto z wdziękiem i gracją bile zaczęły wbijać medalistki Mistrzostw Polski Kobiet. Rozpoczęły się rozmowy o szansach w mającym się rozpocząć nazajutrz turnieju, a typy dzieliły się mniej więcej równo między Ewę Pawińską, Ewelinę Piślewską i debiutującą w PORS-K gdańszczankę Ewę Szymańską. Po ostatnich dobrych występach do grona faworytek należało zaliczyć także Annę Gruszkiewicz – zwyciężczynię turnieju w Warszawie i Weronikę Nowicką – triumfatorkę z Zielonej Góry.
W sobotni poranek wystartował czwarty turniej cyklu PORS-K. To czwarta, a zarazem przedostatnia szansa na zdobycie punktów rankingowych, które zaważą na rozstawieniu do marcowych Mistrzostw Polski Kobiet. Nie dziwi więc fakt, że w Poznaniu stawiło się dziewięć z trzynastu zawodniczek widniejących na aktualnej liście rankingowej. Cieszy fakt, że mimo, iż sezon jest w zaawansowanym stadium, to pojawiły się cztery zawodniczki do tej pory niesklasyfikowane. Jedna z nich stała się zresztą bohaterką weekendu.
Ewa Szymańska z Gdańska, bo o niej mowa, nie zrażona po pierwszej przegranej z dobrze dysponowaną Weroniką Nowicką z Zielonej Góry walczyła do samego końca o najwyższe laury. Najpierw ograła swoją koleżankę i debiutantkę zarazem – Marzenę Jagielską, aby jeszcze w sobotę stoczyć zwycięską walkę z Sylwią Chrobok i dalej z Izą Morską. Szczególnie mecz z tą ostatnią zasługuje na uwagę, bo tu po raz pierwszy Szymańska pokazała naprawdę wielkie serce do walki i po przegranej w pierwszej partii zdołała opanować nerwy i wyrwać dwa kolejne frejmy utytułowanej przeciwniczce.

weronika
Weronika Nowicka
Wspomniana już Weronika Nowicka, jak zwykle była postacią wnoszącą wiele kolorytu. Tym razem zaszokowała swoją fryzurą, której opisać się nie podejmę, ale jak niosą plotki miała coś wspólnego z bardzo silnym wyładowaniem elektrycznym w atmosferze. Czy właśnie dlatego przez cały turniej wiodło się Weronice tak dobrze, tego nie wiem, jednak grała na tyle skutecznie, że doszła do półfinału pokonując po drodze Szymańską, Sokołow oraz Piślewską.
Po drugiej stronie drabinki turniejowej znalazły się dwie faworytki – Ewa Pawińska i Anna Gruszkiewicz. Obie dość pewnie wygrywały swoje pojedynki, choć Ania walcząc z przeziębieniem musiała nieco mocniej napracować się, aby pokonać Izabelę Morską. W każdym razie wspólny pojedynek Ewy i Ani święcił się od samego początku, a miał być rewanżem za finał turnieju sprzed miesiąca, w którym górą była poznanianka.
Do tego pojedynku doszło w niedzielę. Dwukrotnie. Poranek należał do Gruszkiewicz, która na własnym terenie nie oddała pola i zwyciężyła po ciężkim meczu 2:1. Tym samym Pawińska musiała przebijać się lewą stroną drabinki 2KO do półfinału z Nowicką, aby mieć jeszcze raz szanse na sprawdzenie się w walce z poznanianką.
ewelina
Ewelina Piślewska
Tymczasem, urastająca do miana sensacji turnieju Szymańska, z kolejnego meczu walki wychodzi obronną ręką i odsyła do domu aktualną V-ce Mistrzynię Polski Ewelinę Piślewską. Ponadto wyraźnie zadowolona ze swojej gry Anna Sokołow gładko pokonała Agatę Czerwińską i w ćwierćfinale spotkała się z Pawińską. W tym pojedynku jednak uległa, chociaż obie zawodniczki pokazały kawałek bardzo przyjemnego dla oka snookera. Dość powiedzieć, że w pierwszym frejmie Ewa wyczyściła bezbłędnie sekwens kolorów wbijając brajka zawodów – 27 punktów.
Półfinały skojarzyły ze sobą zawodniczki z czterech różnych miast. Zielonogórzanka zagrała z warszawianką, a gdańszczanka z poznanianką. Wszystkie panie zdążyły się przyzwyczaić do szybkich sukien, więc i tempo gry wzrosło. Stosunkowo prędko z Nowicką rozprawiła się Pawińska, natomiast w drugim pojedynku Gruszkiewicz musiała ostro walczyć z apetytem na finał Szymańskiej.
finalistki
Ewa Pawińska i Anna Gruszkiewicz - ponownie w finale
Jak wspomniałem wcześniej - drugi pojedynek finalistek z Warszawy stał się faktem i mieliśmy jeszcze raz przekonać się o tym, która z nich jest tego dnia lepsza. Tym razem po błyskotliwym pierwszym frejmie prowadzenie objęła Ewa Pawińska. Druga partia była zacięta, obie zawodniczki wbijały solidnie i grały mądrze w obronie. Kiedy wszystko wskazywało na to, że szala zaczyna przechylać się na stronę Ani Gruszkiewicz ta sama sobie postawiła snookera, popularnie zwanego pancernikiem. Faul za 7 punktów poznanianki i dobra gra Pawińskiej na ostatnich bilach zakończyły frejma, mecz i turniej. To był zdecydowanie najlepszy mecz zawodów w Poznaniu.
Chciałbym jeszcze dodać, że słowo „sympatycznie” nie jest w stanie oddać atmosfery jaka panowała przez ten weekend w naszym klubie. Współpraca z Paniami była czystą przyjemnością, a sportowe podejście do zawodów i wszechobecna ambicja były bardzo miłym zaskoczeniem.
Jako sędzia główny, muszę dopisać, że prawdziwe mistrzostwo ukazuje się w pełnej krasie w małych rzeczach. Walka Ani Gruszkiewicz z chorobą, zaliczeniami na uczelni i rywalkami była po prostu godna podziwu, natomiast podejście fair play Ewy Pawińskiej i nie dyktowanie chybień po przypadkowo postawionym snookerze to widok niecodzienny w naszej dyscyplinie. Nazwijcie to naiwnością jeśli chcecie, dla mnie to prawdziwe mistrzostwo zasługujące na wielki szacunek.
Na koniec gratka dla sympatyków kobiecego snookera w wydaniu krajowym - autorski film Izy Morskiej i Mikołaja Ochmana, który swoją premierę miał właśnie w Poznaniu, chociaż pokazuje Mistrzostwa Polski Kobiet w Snookerze 2010 w Warszawie.