pb2011Gra w systemie "best of 1" rozsnuwa nad stołami snookerowymi mgiełkę niespodzianki przed każdym turniejem. Jeden błąd w kluczowym momencie partii może kosztować tyle co wpisowe, a jedno dobre podejście punktowe może wyeliminować faworyzowanego przeciwnika, który miał nas wchłonąć nosem i wypuścić… nie nosem.
POT BLACK w cyklu Summer Time odbył się w minioną niedzielę – parę nosów się przytkało i spuściło na kwintę, trochę szokujących wyników spotkań pozwalało niektórym zawodnikom szybciej przejść do konsumpcji napojów z pianką, a zwyciężył Maciej Śniegowski. Po turnieju przyznał, że to jego pierwszy tryumf w turnieju bilardowym od czasów, kiedy w szkołach nauczano tylko jednego języka obcego.
Zanim jednak Śniegu podniósł ręce w bohaterskim geście działo się wiele.
Oto Przemysław Semik stający do boju i skazywany na porażkę jeszcze przed wejściem do klubu pokazał co potrafi zagrać po paru miesiącach treningów. Kiedy wbijał bilę czerwoną dającą mu 32 punkty w brejku pod barem  wrzało, a wcześniejsze okrzyki „shot!” zamiast spowodować drżenie rąk dodawały mu skrzydeł. Piękne podejście, budowane z mozołem, ale cieszące oko z każdą wbitą kulą. Mateusz Bartuś, który przez parę minut z pokorą wyjmował kolejne „kolory” kładąc je na nominalne punkty nie zamierzał jednak się poddawać. Frejm toczył się do ostatniej bili i ku uciesze gawiedzi ściskającej kciuki za Przemka, to właśnie on wyszedł zwycięsko z wojny nerwów odnotowując pierwsze zwycięstwo w turnieju PORS. Potem niestety musiał uznać wyższość późniejszego tryumfatora, ale mimo wszystko niezły występ i szczere gratulacje dla Przemka!
W pozostałych meczach pierwszej rundy mogła „pęknąć setka” na liczniku Marcina Jamroziaka, ale ostatecznie Robert Wójcik walczący do samego końca nie dopuścił do trój cyfrowego wyniku. Po meczu w stylu „przepraszam za wbicie po pięciu bandach z przypadkowego snookera” odpadł Bartłomiej Kuśnierz a do drugiej rundy przeszedł Piotr Słodzinka, po meczu pod hasłem „nigdzie nam się nie spieszy” odpadł Dean Alan z Przemysławem Poźniakiem, a po meczach, których nie widziałem wolne mieli Sebastian Wawrzyniak i Michał Kozicki.
W ćwierćfinałach, o których niektórzy podobno chcą zapomnieć, kończyliśmy dwa razy na czarnej i dwa razy trochę wcześniej. Suma summarum pary półfinałowe wyglądały następująco: Śniegowski – Apolinarski oraz Poźniak – Jamroziak. No i w pierwszym przypadku wyniku odgadywać nie musimy, a w drugim wypadku Jamroziak nie pomścił wspólnika i solidarnie dał się ograć Przemysławowi Poźniakowi.
Finału nie oglądał nikt oprócz mnie oraz małżonki i córki Przemka. Może dlatego nierozstrzygnięta pozostanie kwestia czy był faul na żółtej bili czy go nie było, bo ja na chwilę odwróciłem wzrok, a panie nie wiedziały co chodzi… Może dlatego panowie pochłonięci byli rozgrywką głównie taktyczną próbując maksymalnie utrudnić życie swojemu vis-à-vis. W każdym razie co by się nie działo, jeden i drugi miał szansę wbić decydującą czarną bilę i wbił ją w końcu Maciej…
 

…by po 15 latach poczuć znów smak zwycięstwa…
…a potem go zalać sfermentowaną pszenicą z pianką :)
 

Gratulacje!