summertime65. zawodników i zawodniczek z całego kraju wystartowało tego lata w turniejach Cyklu SummerTime. Szesnastu najwyżej sklasyfikowanych w rankingu w ostatni weekend zmierzyło się o to, by spośród siebie wyłonić najlepszego zawodnika lata. Z piętnastu spotkań, które rozegrał wygrał czternaście, a i tak udało mu się zwyciężyć we wszystkich poznańskich letnich turniejach, w których wystartował. Mistrz Wielkopolski i drużynowy zwycięzca Team GP wygrywa turniej finałowy SummerTime 2011. Tego lata najlepszy w 12ft – Bartłomiej Zacniewski.

 

W turnieju wzięła udział nieco inna szesnastka zawodników, aniżeli wynika to bezpośrednio z rankingu. Trójka poznaniaków, która była uprawniona do finałowych rozgrywek z różnych przyczyn nie mogła w nich wystąpić. Z listy rezerwowej w turnieju znalazło się inne poznańskie trio, które mówiąc krótko, swoim niespodziewanym pojawieniem się w zawodach i tym co w nich zaprezentowali – namieszali tak nieźle, że pierwszy chochlowy wojskowej stołówki by się nie powstydził.

Opisanie tego jak bardzo był to inny turniej od wszystkich pozostałych poznańskich rozgrywek, to tak jakby objaśniać różnicę pomiędzy chińskim jedwabiem a rosyjską ceratą na stole kuchennym. Turniej zaczął się w sobotę i już spotkania pierwszej rundy złożone były z par, które równie dobrze mogłyby być w finale. Tego dnia największe zainteresowanie wzbudzał mecz w identycznym składzie jak finał ostatnich Otwartych Mistrzostw Wielkopolski. Wówczas Bartłomiej Zacniewski po pięciu frejmach pokonał Karola Szuba-Jabłońskiego. Karol dość niespodziewanie otrzymał szansę do rewanżu za tamtą przegraną, gdyż znalazł się w finale SummerTime jako zawodnik z listy rezerwowej. Szansę jednak postanowił bezwzględnie wykorzystać. Tym razem spotkanie również wymagało pięciokrotnego ustawiania bil w pozycjach startowych. Karol i Bartek wygenerowali największą ilość brejków notowanych w jednym spotkaniu turnieju. Mimo wbitych przez Karola dwóch solidnych brejków (53, 44), efekt był taki sam jak w OMW – 3:2 dla Zacniewskiego. Co ciekawe – brejki te do końca turnieju nie zostały pobite i doszło do dość kuriozalnej sytuacji, w której zawodnik nie wygrywając żadnego meczu wygrywa klasyfikację brejków.

Do niecodziennych meczów należy także zaliczyć sobotnie spotkanie pomiędzy Remigiuszem Augustyniakiem a Rafałem Zimniakiem. Augustyniak przegrał to spotkanie 2:3 a na pocieszenie najlepiej mu puszczać dokument „Ronnie's Snooker Hotshots - 147 Heaven & Hell”, ale tylko tę część „Hell”. Remigiusz prowadził już w spotkaniu 2:0 i miał już Rafała „na widelcu” – wystarczyło tylko wbić zieloną, będącą bilą na mecz. Próbował tej sztuki kilkukrotnie – bezskutecznie. Od tego momentu fortuna odwróciła się o 180 stopni – Zimniak z impetem wrócił do walki i kolejne trzy frejmy a zatem i wygraną w meczu powędrowały na jego konto.

W sobotnie popołudnie dochodzi do pierwszego z najrzadziej notowanych w turnieju wyników 0:3. Takim stosunkiem frejmów przegrał poznaniak najwyżej notowany w rankingu SummerTime, czyli Przemysław Poźniak. Jego pogromcą okazał się Maciej Undrych, któremu Przemek trochę pomógł, wbijając w jednej partii decydującą czarną razem z białą bilą.

W niedzielny poranek zaczęli zjeżdżać się zawodnicy z Wrocławia, Szczecina, Torunia, Lichenia Starego – zatem turniej rozkręcił się na dobre. Ciekawe rozstrzygnięcie padło w meczu Przemysława Pietrzykowskiego z Maciejem Śniegowskim. Skazywany na pożarcie przez doświadczonego wrocławianina Śniegowski, okazał się zbyt wymagającym przeciwnikiem. Odesłał z kwitkiem Przemka ogrywając go 1:3. Sprawdziła się tutaj maksyma Pietrzykowskiego, która mówi, że jeśli gra on w turnieju w Poznaniu, to albo wyjeżdża stąd z pucharem w ręku, albo odpada z zawodów po pierwszym meczu. Śniegowski umiał utrzymać odpowiednie skupienie tylko na ten jeden mecz. W kolejnym, jego przeciwnik Maciej Undrych, jego kosztem kontynuuje swój rajd w stylu „trzy do zera”, pewnie zmierzając w kierunku podium.

Górna część drabinki przyniosła w sumie najwięcej niespodzianek. W pierwszej rundzie solidarnie poodpadali zawodnicy wyżej rozstawieni. Na tym etapie największą niespodziankę sprawił Mateusz Bartuś ogrywając lidera rankingu SummerTime, zwycięzcę trzech letnich turniejów i zawodnika rozstawionego z numerem 1 w turnieju finałowym, czyli Krzysztofa Górniaka. Bardzo skuteczny na wbiciach Mateusz oddał tylko jednego frejma zdezorientowanemu Krzyśkowi, w międzyczasie na swoje konto dopisując trzy kolejne.

Kolejnym przeciwnikiem okazał się być torunianin Patryk Masłowski. Skromna publiczność miała okazję oglądać zacięte spotkanie. Spektakularne długie i mocne wbicia Mateusza na przeciwniku nie robiły większego wrażenia. Patryk do każdego podejścia przystępował z czytelnie wypisaną na pewnej siebie twarzy maksymą: "na pewno wygram, a jeśli nie, to i tak jestem lepszy". Opanowane podejście się opłaciło – w piątym decydującym frejmie Masłowski zbudował trzydziestoczteropunktowego brejka, co ustawiło go w wygodnej pozycji do kontrolowania pojedynku już do końca.

Półfinał zapowiadał się emocjonująco – pewnie punktujący Masłowski i Undrych, który jeszcze nie stracił frejma w turnieju. Znów rozegrano wszystkie pięć frejmów. Kiedy Patryk wygrywał frejma, Maciej wbijaniem / chybieniami / snookerami / chybieniami / wolnymi bilami / no i jeszcze chybieniami, wyrywał przeciwnikomi frejma wyrównującego. W decydującym frejmie irytacja Patryka sięgnęła zenitu, w wyniku czego Maciejowi pozostało tylko przyglądanie się poczynaniom przeciwnika. Przy trzech czerwonych na stole Undrych stwierdził, że ilość punktów potrzebnych z fauli przeciwnika już jest za duża – Masłowski w finale.

patrickPatryk Masłowski

Z dolnej strony do półfinału dotarł drugi z dwójki zawodników demolujących przeciwnika 3:0 – Paweł Rogoza. Bez straty frejma ograł najpierw Pawła Deckerta a następnie Rafała Zimniaka. Półfinałowy mecz z Zacniewskim rozpoczął tak, jakby miał zamiar kontynuować tą passę. Po wygraniu pierwszego frejma w szczecińskiej maszynie coś zaczęło jednak szwankować. Każde kolejne starania Pawła przynosiły efekty gorsze niż sesje nagraniowe Feela. Bartłomiej widząc okres nieco słabszej gry przeciwnika, wykorzystał doskonale otwierającą się dla niego szansę. W każdym z następnych trzech frejmów nie pozwolił już Pawłowi na „wskoczenie z powrotem na odpowiednie tory”. Spotkanie zakończyło się po czwartym frejmie; 3:1 wygrał Zacniewski.

Skład finału aż tak bardzo zaskakujący nie był. Wielu upatrywało Zacniewskiego jako głównego kandydata do ostatniego meczu turnieju z części dolnej drabinki. Z jej części górnej, kandydatów było już paru. Obaj zawodnicy finałowe starcie, rozgrywane do czterech wygranych frejmów, rozpoczęli spokojnie, wiedząc że w perspektywie przed nimi jest sporo partii, gdzie początkowe błędy można jeszcze nadrobić. Wszakże w najważniejszym meczu zawodów znaleźli się zawodnicy, którzy w drodze do finału w każdym starciu tracili frejmy, rozstrzygając często mecze w ostatnich partiach, niekiedy na ostatnich bilach. Nadrabiającym okazał się Masłowski. Po każdym wygranym frejmie Zacniewskiego torunianin wyrównywał stan pojedynku. Działo się tak do stanu 2:2. Po kolejnej partii, gdy Bartek wyszedł na jednofrejmowe prowadzenie uznał, że jest to najlepszy moment na „przykręcenie śruby” młodszemu przeciwnikowi. Dopuszczenie do frejma nr 7 skończyć by się mogło różnie, więc wolał zawczasu rozwiązać sytuację. W partii nr 6 utrzymywał prowadzenie na tyle duże, że przy sekwensie na stole bez bili żółtej, Patryk już potrzebował snookera. Bartek nie utrzymał jednak koncentracji do końca – nie dość, że w niewymuszony sposób sfaulował, umieszczając białą w kieszeni, to jeszcze podarował przeciwnikowi wolną bilę. Patryk ten prezent wykorzystał w niefortunny sposób. Zamiast podjąć próbę zapunktowania dodatkową bilą na stole, przy jej pomocy ustawił niezbyt trudnego snookera. Dalej działo się już bez niespodzianek. Po wyjściu ze snookera w końcu Bartek doczekał się odpowiedniej pozycji na rozpoczęcie brejka. Parę chwil później pojawiły się skromne oklaski w klubie i Patryk gratulował przeciwnikowi zwycięstwa.

zacekBartłomiej Zacniewski - zwycięzca SummerTime 2011

Stopery, bile w niecodziennych kolorach, taktyki zespołowe. Snooker w klasycznej formie oraz w niecodziennych odmianach. Czasem było śmiertelnie poważnie, czasem widać było, że dla wszystkich to przede wszystkim dobra zabawa. SummerTime 2011 przechodzi do historii – za nami łącznie osiem turniejów, które klub 12ft zaplanował na mijające lato. Następne zmagania snookerowe rozpoczną się 8-9 października, wraz z początkiem Ligi Snookera Edycja Jesień 2011. Zapisy już otwarte – zapraszamy!