2vx2Tak już mamy, że latem zachęcamy do turniejowej gry w snookera, ale także staramy się przemycić parę ciekawych opcji, których długo można by szukać nawet na europejskim podwórku. Jedną z nich jest właśnie rozwiązanie z jakim zetknęliśmy się w poprzedni weekend – czyli turniej deblowy, w którym to zagrania wykonywane są naprzemiennie.



Jak się okazało, wcale nie jest to łatwizna i nie wystarczy umieć po prostu wbijać, bo indywidualne umiejętności zaczynają blednąć kiedy partner z drużyny ma zupełnie inny styl gry. Zdaje się, że między innymi to zgubiło murowanych faworytów czyli zespół Pawła Rogozy (Szczecin) i Krzysztofa Górniaka (Licheń Stary).  „Konstantynopolitańczykowi pogromcy bil z płonącymi kijami zagłady” musieli się zadowolić zaledwie V miejscem, a niespodziankę sprawili Marcin Dzbanuszek z Hubertem Miężalskim (WRC Crew) pokonując juniorów 2:0. Trzeba dodać, że frejmy wcale nie były łatwe i mimo sprzyjającego rozluźnienia atmosfery w szeregach juniorskich walka toczyła się do samego końca, a czołem biję przed zwycięzcami tego pojedynku szczególnie za umiejętność utrzymania koncentracji w pierwszym frejmie i wiarę w zwycięstwo w drugim.

Niespodzianek to nie jest koniec, bo dodać należy, że z grupy nie udało się wyjść „Nie mam pojęcia 2/3” w składzie z Bartkiem Kuśnierzem i Michałem Białkiem. Po batach z wyżej wspomnianymi „Konstanynopolitańczykowymi pogromcami…” nie dali rady „Żwirkowi i Muchomorkowi”. Prawda, że brzmi fajnie? Czy Żwirkiem był Paweł Deckert a Muchomorkiem Tomek Kasiński czy odwrotnie nie ma znaczenia, bo panowie w sumie posiadający 109 lat na karku pokazali pazur i pokonali 51 latków stosunkiem partii 2:1.

Ciekawie po pierwszym pojedynku zapowiadała się walka w grupie C, ale niestety drużyna ze Szczecinka, która miała rozpocząć walkę od niedzieli niestety zmuszona była odłożyć przyjazd do Poznania i tym samym zafundowała awans drużynom „Słyszę rżenie” oraz „Obrońcom Tytułu”.
Największe emocje towarzyszyły jednak grze w grupie z późniejszymi autorami ćwierćfinałowej sensacji. Para „Atomówek” – Rafał Zimniak i Marcin Smorawski, która rozstawiona była najwyżej w tej tabeli odpadła z turnieju ulegając najpierw „Paranienormalnym” – Sebastian Wawrzyniak i Marek Leichert, a potem właśnie „WRC Crew”.

Sobotnie potyczki zakończyliśmy pewnym awansem Marcina Jamroziaka i Waldka Dębskiego „Zielone Pojęcie” oraz „PowerPoint” z Poźniakiem i Bartusiem w składzie. Odpadli stawiający pierwsze kroki zarówno w grach turniejowych jak i w ogóle przy zielonym stole Aleksander Brych i Dominik Piechowiak. Wyglądali jednak jakby się dobrze bawili, więc o ich nastawienie i dalszy rozwój możemy chyba być spokojni.

W niedzielę zaczęliśmy bić się o puchary. Zwycięstwo w pierwszej rundzie pucharowej dawało już bowiem „kubek”. Niezłą przeprawę z „PowerPoint” mieli „Słyszę rżenie”, wygrali dopiero w trzecim frejmie chociaż w pierwszym wyglądało na to, że kontrolowali sytuację bardzo spokojnie. Tak samo z „Obrońcami Tytułu” męczyli się „Zielone Pojęcie” ale podobnie jak w pierwszym przypadku to i w drugim był to zwiastun kolejnych pojedynków z trzeba odsłonami i gry w finale. Dodam tylko, że 109 lat okazało się wiekiem jak na debla zacnym i nie pozwoliło już na pokonanie Wawrzyniaka z Leichertem.
Półfinały da się streścić jednym z ulubionych naszych słów podczas tego turnieju – „RZEŹNIA”. Z jednej strony przeciąganie gry, z drugiej ciągłe konsultacje, z trzeciej parę ciekawych brejków powyżej 20 punktów z kolei po czwarte i ostatnie w obu przypadkach przed kończącą partią uściśnięto sobie dłonie…
…a o 22:00 szczęśliwi finaliści stanęli naprzeciw siebie, odbył się standardowy „trash talking” w wykonaniu Marcina „Wampira” Jamroziaka, przyjęty jednak z entuzjazmem przez przeciwników.

Gra początkowo układała się pod drużynę Dębskiego i Jamroziaka, przewagę zdobytą na starcie starali się utrzymać do końca, jednakże dopóki punkty na stole dopóty się gra nie kończy i decydujące wbicia wykonali Pawlak ze Słodzinką. Jeśli chodzi o ostatniego frejma w turnieju, to można rzec tylko, że „Słyszę rżenie” wyraźnie w końcu się rozgrzali i mimo usilnych prób postawienia jednego, dwóch, trzech czy nawet czterech snookerów udało im się w końcu dotrzeć do upragnionej mety i największe kawałki lśniącego metalu w formie pucharów wpadły w ich ręce.

Dla Tytusa Pawlaka był to kluczowy turniej jeśli chodzi o klasyfikację Summer Time. Dzięki zwycięstwu awansował o 17 miejsc i jest 15 na liście z bardzo realnymi szansami na grę w finale cyklu. Słodzinka umocnił się na 3 pozycji. O 16 będą jeszcze walczyć Rusin (25), awansujący o 6 pozycji Waldemar Dębski (17) oraz Marcin Dzbanuszek (20). Na granicy pierwszej 16-tki jest ciasno, ale póki walka trwa nic nie jest przesądzone. Powodzenia w ShootOut!