Ostatnie punkty rankingowe Cyklu SummerTime rozdane. W minioną niedzielę rozegraliśmy ShootOut. Po raz kolejny tego lata zwyciężył Paweł Rogoza, który w te wakacje niczym odkurzacz wysysający z topornym wdziękiem rosyjskiej prostytutki odbiera chęć gry w snookera swoim przeciwnikom. To już czwarty jego puchar za pierwsze miejsce w letnich turniejach tegorocznego Cyklu, co oczywiście jest dobitnym postawieniem kropki nad „i” obrazującym jego supremację w klasyfikacji SummerTime.

Na debiut w letnich rozgrywkach nigdy nie jest za późno – pokazał Aleksander Zok, który dopiero w ostatnim turnieju SummerTime zadebiutował w tych rozgrywkach. Dawno nie widziany w rywalizacji Aleks tylko na początku toczył równy bój z Mateuszem Bartusiem. U Mateusza rozgrzewka zajmuje trochę więcej czasu, więc wkrótce zaczął dystansować przeciwnika kończąc pojedynek z przewagą +70.

Dwie pierwsze rundy upłynęły pod znakiem wycinania wąskiego grona zawodników przyjezdnych. Okazało się, że na jedyne 30 minut pojedynku przyjechali Michał Bułatowicz (Stargard Szczeciński) oraz Kevin Dabrowski (Bydgoszcz/Kraków/Deutschland i Bóg wie jeszcze skąd). Michał wyraźnie nie nadążał za Anią Gruszkiewicz, która pokonała go dwukrotną różnicą punktów. W podobnej proporcji przegrał Kevin, któremu Bartłomiej Kuśnierz wbił 90 punktów.

Niespodziankami sypnęło od 1/8 finału. Współzwycięzca ostatniego 2vs2 - Tytus Pawlak w swoim drugim meczu urządził największą demolkę turnieju. Dotkliwie pobitym był Sebastian Wawrzyniak. Tytus wbił w tym meczu 140 punktów – poziom, do którego podczas całego turnieju nikt się nawet nie zbliżył. Z kolei Sebastianowi pozwolił na zdobycie jedynie punktów dwunastu. Skąd tak rozległe rozmiary porażki? Brakujące pomocnicze przyrządy w otoczeniu stołu na pewno nie mogą tłumaczyć przegranej różnicą ponad 120 punktów.

Emocji nie brakowało również w spotkaniu Przemka Poźniaka z Marcinem Smorawskim. Był to jeden z kilku pojedynków tego dnia, gdzie stosowano taktykę czasowstrzymywacza. Przemo w końcówce wykorzystywał swoje 20 sekund w jak największym zakresie, zmniejszając tym samym liczbę podejść Marcina na odcinku do końca pojedynku. Poźniak podczas swojego ostatniego podejścia nawet nie próbował już uruchomić białej bili tylko czekał na upłynięcie czasu pojedynku, co z kolei zakończyło się jego zwycięstwem 43:40.

W ćwierćfinale odpadł jeden z faworytów turnieju – Krzysztof Górniak. Zawodnik z Lichenia Starego, który w meczu wcześniej wbił największego brejka turnieju, wpadł na zawodnika, na którego nadal nie umie znaleźć sposobu. Tak jak i w turnieju z zeszłego roku tak i tym razem górą był Mateusz Bartuś, który przez większość spotkania kontrolował przebieg meczu. Bez fajerwerków i zbędnej pompy Mateusz 11-punktową wygraną wykoleił przeciwnika z turnieju.

W innym spotkaniu ¼ finału Tytus Pawlak kontynuował swój życiowy występ. Całe spotkanie z Marcinem Jamroziakiem musiał nadrabiać stratę punktową, która oscylowała w okolicach 20 punktów. W ostatnich minutach udało mu się wyjść nawet na prowadzenia. W ostatniej minucie wynosiło ono 1 punkt, a w ostatnich sekundach jego przeciwnik miał szansę na doprowadzenie do upragnionych przez publiczność rzutów karnych. Niestety – i tego roku publika nie miała możliwości zaobserwowania tej alternatywnej metody wyłaniania zwycięzcy – 83:82 i Pawlak w półfinale.

A poradził sobie w nim całkiem spokojnie i zaskakująco łatwo. Dla Mateusza Bartusia był to piąty mecz tego dnia – każdy kolejny z coraz mniejszym dorobkiem punktowym. Tym razem uciułał jedynie 59 oczek, co przy nadal dobrej dyspozycji Tytusa było zbyt małym osiągnięciem. W drugiej części pojedynku Tytus o wiele skuteczniej punktował od przeciwnika, co skończyło się zwycięstwem z niemal 30-punktową przewagą.

Finał pomiędzy Pawłem Rogozą a Tytusem Pawlakiem w zasadzie nie różnił się niczym od wcześniejszych występów w turnieju szczecinianina. Rogoza każdy ze swoich pojedynków wygrywał na luzie, ostatecznie zawsze z przewagą ponad 50-cio punktową. Ani Przemysław Poźniak, ani Wiktor Doberschuetz, ani finalista Pawlak nie potrafili młodego zawodnika skutecznie nawet nie zatrzymać, ale chociaż spowolnić.

Cykl SummerTime dobiega końca. Przed nami został turniej finałowy dla najlepszej szesnastki rankingu. Czy cała ona się zgłosi do Finału? Zbierać potwierdzenia będziemy po połowie września. Otwartym pytaniem pozostaje kwestia zawodnika, który dołączy do pierwszej ligi w Lidze Snookera 12ft Edycja Jesień 2012. Prawo to przysługuje Pawłowi Rogozie, lecz już teraz wiadomo, że z niego zrezygnował. Więc? Wiktor? Przemo? A może Michał?