Pierwszy weekend roku 2013 przyniósł pierwszy turniej PORS w skali kraju, w którym mieliśmy pierwsze tegoroczne zmagania i emocje snookerowe. Zawody, które odbyły się w przerwie pomiędzy jesienną a zimową Ligą Snookera 12ft przeznaczone były głównie dla zawodników, którzy nie potrafią sobie wyobrazić weekendu bez snookera w lokalu przy ulicy Za Bramką 10-11 oraz dla snookerzystów przyjezdnych, którzy cyklicznie ww. lokal również odwiedzają. Zwyciężył przedstawiciel tej drugiej grupy.

Turniej zaplanowany na cały weekend ostatecznie w zdecydowanej większości został przerzucony na niedzielę. Z trzech sobotnich pojedynków dwa z nich miały dość istotne dalsze reperkusje. Mimo że Marcin Smorawski odpadł w meczu z późniejszym półfinalistą - Sebastianem Wawrzyniakiem, to jego wpis na skromnej liście brejków długo okupował miejsce pierwsze. Marcin nawet pojawił się w drugim dniu turniejowym, zacieszając po każdym zakończonym meczu, w którym jego brejka nikt nie pobił. Trzeba było zawodnika, który pofatygował się do nas 200km, by uśmiech na twarzy Smorawskiego tylko nieco zrzedł. Robert Czupryniak poprawił to osiągnięcie o pięć oczek.

 
Meczem z podtekstami było również spotkanie między Marcinem Dzbanuszkiem a Przemysławem Poźniakiem. Marcin "wyciągnął" ten mecz, mimo iż w decydującym frejmie przy 25 punktach na stole, przegrywał 24. Sekwens bez bili żółtej został wbity na raty przez Dzbanuszka i to on awansował do kolejnej rundy, zyskując jednocześnie przewagę psychologiczną w zaległym meczu barażowym o pierwszą ligę w Lidze Snookera 12ft, który to miał się odbyć za kilka dni. Historia pokazała, że przewaga ta na nic się nie zdała i to Przemek wygrał późniejsze spotkanie 3:1.

 
W niedzielę odbyło się kilka ciekawych spotkań. Późniejszy zwycięzca turnieju w spotkaniu rozgrywanym na linii Stargard Szczeciński - Wrocław był jedną bilę od odpadnięcia z turnieju. Przemek Pietrzykowski przy prowadzeniu 1:0 miał szansę na wyeliminowanie Czupryniaka, gdyby udało mu się wbić ostatnią czarną w drugim frejmie. Robert wrócił jednak z zaświatów i rzutem na taśmę wygrał z przyszywanym wrocławianinem 2:1.

 
Frejmów, które kończyły się na ostatniej czarnej było dość sporo podczas tego turnieju. Specjalizował się poniekąd w tym finalista Wiktor Doberschuetz. Na ostatniej bili wygrywał m.in. z Tytusem Pawlakiem, czy nawet z Robertem Czupryniakiem. Z tym drugim w finałowym pojedynku frejmy w ten sposób wygrane były jedynymi jakie Wiktor wygrał. Niestety dla poznaniaka - sztuka ta nie udała mu się trzykrotnie. Za trzecim podjeściem, czyli we frejmie piątym finału, to Robert Czupryniak wbił bilę za 7 punktów za co w nagrodę odebrał największy puchar tej niedzieli do zdobycia.