speedsnookerCytat sezonu 2010/2011 T-Mobile Ekstraklasy autorstwa Piotra Ćwielonga, który padł w ówczesne kwietniowe popołudnie "jest niedziela, siedemnasta, pogoda też nie dopisuje do grania w piłkę" – na pierwszy rzut oka mógłby nadawać się do określenia warunków, w których odbywał się turniej Speed Snookera. Na szczęście w przeciwieństwie do tragikomicznej futbolowej polskiej rzeczywistości w klubie 12ft w miniony weekend było wprost przeciwnie. Obuwie sportowe, przewiewna odzież, pulsometry, atmosfera jak w szatni piłkarskiej podczas przerwy meczu (włączając w to w pewnym ułamku doznania zapachowe). Tak z grubsza wyglądało nowe oblicze snookera, nieznane dotąd poznańskiej społeczności zawodniczej, które objawiło się nam w miniony weekend. Pierwszy historyczny turniej Speed Snookera przeszedł do historii.

To były zawody, w których chodziło o coś więcej. O coś więcej niż umiejętność wbijania. Bo jeśli się jej nie miało, to braki te można było nadrobić kondycją i szybkością. A jeśli to nie wystarczało, pomagała biegła znajomość, wykorzystywana w formie błyskawicznych decyzji podczas gry, kilku przepisów stanowiących sól gry w odmianę Speed Snooker.

Jak to się robi pokazał już w sobotnie popołudnie Marek Żuchowski. Tego dnia toczyły się jedynie gry z grupy B. Celowy faul, razem z poniesionymi konsekwencjami okazywał się czasem ceną, którą warto było zapłacić, zamiast wybrać zagranie zgodne z przepisami. Marek opracował kilka autorskich trików, na które nie wpadli pozostali zawodnicy, a które wpływały na skrócenie procesu wbijania piętnastu bil kolorowych. Jeśli dodamy do tego skuteczność na wbiciach, nic dziwnego, że zakończył zmagania w grupie na miejscu pierwszym. Na drugim miejscu znalazł się Przemysław Poźniak, który wykazał się dostatecznym przygotowaniem fizycznym, aby skutecznie rozegrać trzy mecze pod rząd.

W niedzielę rozpoczęły gry pozostałe trzy grupy. W najmniej licznej grupie A kwestia podziału dwóch pierwszych miejsc rozstrzygnęła się w ostatnim meczu, kiedy to Bartłomiej Kuśnierz pokonał 2:0 Wiktora Doberschuetza.

W grupie C padł pierwszy w turnieju wynik, w którym trzeba było rozegrać trzecią decydującą partię. Dotychczas wszystkie 13 pojedynków kończyło się wynikiem 2:0. Zawodnikiem, który zmusił do rozegrania trzech partii późniejszego zwycięzcy grupy był mało znany gawiedzi snookerowej w klubie Konrad Kubasiewicz. Ostatecznie to jednak Gdula zwyciężył w tym spotkaniu 2:1.

Jednym z najciekawszych spotkań fazy grupowej było starcie Jakuba Kozubskiego z Sebastianem Wawrzyniakiem. Panowie grali między sobą o to, kto z nich awansuje do fazy pucharowej. Nikt nie zamierzał odpaść bez walki, więc nikogo nie dziwił stan remisowy 1:1. W decydującej partii zimnej krwi nie zachował Kozubski, który pozostał z wieloma czerwonymi na stole gdy Wawrzyniak wbijał ostatnią czerwoną.

W grupie D bezkonkurencyjny okazał się Krzysztof Górniak. Zawodnik z Lichenia Starego, który i tak kojarzony jest z szybszego tempa rozgrywania meczów, w turnieju Speed Snooker odnalazł się jak rasowy polityk na korytarzach sejmowych. Fazę grupową w niezagrożony sposób przebrnął bez straty partii. Rozgrywka o drugie, premiowane awansem miejsce w grupie miała miejsce między Marcinem Jamroziakiem a Piotrem Słodzinką. To właśnie ten drugi zachował przytomny umysł w końcówkach obu partii i ostatecznie po zwycięstwie 2:0 zajął drugie miejsce. Szansę na zmianę kolejności w grupie miał jeszcze Michał Kozicki, jednak stać go było tylko na urwanie partii w przegranym meczu ze Słodzinką.

Drabinka fazy pucharowej podzieliła się na dwie części o zdecydowanie odmiennych scenariuszach meczów. W dolnej jej części zwycięzcy wycinali przeciwników „do zera”. Marek Żuchowski w pierwszym swoim meczu robił to na tyle skutecznie, że Wiktor Doberschuetz w trzeciej partii poddał mecz. Marek co prawda nie wbił jeszcze wszystkich swoich bil, jednak jego przewaga była na tyle duża, iż według Wiktora nie było już dla niego szans. W pozostałych grach tej części fazy pucharowej nie miał sobie równych Krzysztof Górniak. Wygrywał bez straty partii kolejno z Sebastianem Wawrzyniakiem i Markiem Żuchowskim.

Górna część drabinki to boje o wiele bardziej zacięte. Często można było oglądać złość zawodnika, któremu została tylko jedna czerwona do wbicia a mimo to przegrywał partię, gdyż sztuki tej minimalnie szybciej dokonał przeciwnik. W ¼ finału rozstrzygnięcia zapadały jednak zgodnie z kluczem pozostałych ćwierćfinałów – tu również pojedynki wygrywali zwycięzcy grup z wcześniejszej fazy gier. Po jednej partii urwali przeciwnikom Piotr Słodzinka i Przemek Poźniak. Zwycięzcy tych pojedynków w następnej rundzie stoczyli ze sobą najbardziej zacięte spotkanie zawodów. W półfinale pomiędzy Bartłomiejem Kuśnierzem a Marcinem Gdulą zanosiło się na szybkie zwycięstwo tego pierwszego, gdy objął prowadzenie na 2:0. Marcin jednak nie złożył broni i zaczął odrabiać straty. Kiedy okazało się, że partia nr 4 również idzie na jego konto, wszyscy w klubie zdali sobie sprawę, że po raz pierwszy ujrzymy piątą decydującą partię, a więc rozgrywkę na sekwensie bil kolorowych. To tak zwane „snookerowe przedszkole” wymagało od obu zawodników przekalibrowania strategii do nowej sytuacji na stole. Lepiej zaadaptował się w tych warunkach Gdula – przy wbiciu czarnej bili Kuśnierz jeszcze zmagał się z kulą niebieską.

Finał nie różnił się zbytnio od wcześniejszych spotkań Krzysztofa Górniaka. Marcin Gdula jakkolwiek stawiał mu opór, to na dyspozycję Krzyśka tego dnia było to zdecydowanie za mało. Górniak wygrał finał zdecydowanie 3:0 osiągając w całym turnieju niekiedy fenomenalne czasy partii – poniżej 1min45s. Filmy nagrywane podczas turnieju wkrótce się ukażą na jedynym słusznym serwisie internetowym.