teamgp

Telefony, plotki, fakty. Jednych oddawano, innych przejmowano. Niektórzy nie mieli opcji wyboru, gdyż od zawsze grają w tym samym składzie, inni z kolei dryfowali od potencjalnej drużyny do innej potencjalnej. Okienko transferowe przed turniejem 2vs2 było burzliwe. We wtorkowy wieczór wiadomo było, że zwycięski zeszłoroczny skład w kształcie Piotr Słodzinka / Tytus Pawlak nie będzie bronił tytułu.

Jeśli rozgrywki grupowe są próbą generalną dla drużyn myślących o zwycięstwie w całym turnieju, to etap ten w miniony weekend był tak miarodajny, że tę fazę zamiast na dwunastostopowych stołach można było z tym samym pożytkiem rozegrać na dowolnej grze snookerowej na kompie. Pretendenci byli zagubieni jak petent w korytarzach Urzędu Skarbowego, natomiast skazani na pożarcie szczerzyli kły.

9 drużyn ÷ 2 grupy = dużo grania. Ekipy z pięciodrużynowej grupy A rozpoczęły zmagania w sobotnie południe. To co według kilku osób miało być de facto meczem o drugie miejsce w grupie (ostatnim premiowanym awansem do fazy pucharowej), dość szybko okazało się prawdą. „Nie wbijamy odstawiamy” (Marcin Gdula, Waldemar Dębski) stoczyli wyrównany bój z „Tata, a Marcin powiedział” (Paweł Deckert, Marcin Jamroziak). Niewbijający odstawiający początkowo nie umieli odnaleźć się w formie pojedynku z naprzemiennymi podejściami zawodników. Deckert z Jamroziakiem bezpardonowo to wykorzystywali. Przewaga jednak z upływem czasu przechylała się na stronę przeciwników, tak więc po pierwszym wygranym frejmie drużyna „Tata, a Marcin powiedział” przegrała to spotkanie 1:2.

Nie mniej zaciętym spotkaniem był pierwszy mecz drugiej grupy – „Jestem koniem” (Wiktor Doberschuetz, Tytus Pawlak) zagrali z „Na malucha ???” (Marek Żuchowski, Szymon Duda). To emocjonujące starcie pomiędzy drużynami o podobnym potencjale było pierwszym… …z dwóch. Ekipy te bowiem stanęły naprzeciwko sobie ponownie w finale turnieju. W starciu otwierającym rozgrywki grupy B lepszym o jednego frejma okazał się tandem Żuchowski/Duda.

buła
Michał Bułatowicz

Pojedynek ten na tyle okazał się absorbujący dla Wiktora i Tytusa, że w kolejnym spotkaniu, z „Wygniataczami” (Michał Bułatowicz, Piotr Gazda) w ogóle nie potrafili odnaleźć rytmu gry. „Wygniatacze” wbrew swojej nazwie dość pewnie sobie poczynali i po pierwszym wygranym przez nich frejmie zapachniało sensacją. Druga porażka eliminowałaby Pawlaka i Dobreschuetza z dalszych gier. Kiedy w drugiej partii ustawiono bilę czarną, aby rozpocząć dogrywkę, publiczność miała miny jakby oglądała lądowanie na księżycu po dobrej dawce opiatów. Mimo że spółka Bułatowicz/Gazda miała szansę wygrać ten mecz 2:0 przed dogrywką, nie uczyniła tego również w jej trakcie. „Jestem koniem” obudzili się w ostatniej chwili i wygrywając drugą partię na dodatkowej czarnej odwróciło na dobre losy spotkania.

Niedzielne pojedynki to występy drużyn przyjezdnych. Dobrze znany w Poznaniu „Forfiter”, który wystąpił w dotychczas nieznanym w Poznaniu zestawieniu (Paweł Rogoza, Karol Lelek) rozpoczął swoją serię czterech gier pod rząd od godziny 11:00. W miarę upływu dnia forfiterowcom spadała wydajność gry jak ostatnimi czasy słupki popularności PO. Na wstępie bez straty frejma pewnie ograli teoretycznie najgroźniejszych przeciwników, którzy ostatecznie zajęli drugie miejsce w grupie – „Nie wbijamy odstawiamy”. Z kolejnymi meczami było coraz gorzej. Po frejmie urwali im „Tata, a Marcin powiedział” oraz łapiący wiatr w żagle w miarę upływu czasu szczeciński zespół „The Muppet Show” (Paweł Flantowicz, Mariusz Kukułka). W trzecich decydujących partiach nadal jednak wygrywali Paweł z Karolem. Ostatnie spotkanie należało jednak już do ich przeciwników. „Dwa suty z Kalkuty” (Michał Białek, Bartłomiej Kuśnierz) ograli drużynę „Forfitera” 2:1, jednak wynik ten nie wywołał poważniejszych skutków. Rogoza z Lelkiem mieli już zapewniony awans a dla Białka i Kuśnierza to był mecz o prestiż.

W grupie B w niedzielę rozpoczęła grę drużyna, która jako trzecia została obrana faworytem do awansu. Problem polegał na tym, że z trzech drużyn uznawanych za takowych awansować mogły dwie. Wrocławianie z tandemu „ASS TO ASS!” (Casimiro Licciardi, Grzegorz Hołysz) początkowo ulegli po wyrównanej grze „Jestem koniem” 1:2. Po zwyciężeniu „Wygniataczy” jasnym stało się, że mecz z „Na malucha ???” będzie grą dla nich o awans. Mecze pomiędzy trzema najlepszymi drużynami tej grupy zawsze kończyły się dopiero po trzech frejmach – nie mogło być inaczej także tym razem. Duda i Żuchowski ten mecz wygrali, co wprawiło w radość inną poznańską parę (Pawlak/Dobreschuetz), gdyż zapewniło to jej awans z drugiego miejsca. Licciardi z Hołyszem wracali do Wrocławia niepocieszeni i z pustymi rękami.

żuchu
Marek Żuchowski

Mecze fazy pucharowej najbardziej zacięte były na początku. Cztery drużyny o wiele bardziej zażarcie walczyły w półfinałach aniżeli w samym finale. „Nie wbijamy odstawiamy” w starciu „Na malucha ???” objęło dość szczęśliwie prowadzenie 1:0. Kuriozalna ostatnia czarna wbita przez Waldka Dębskiego na tyle zirytowała przeciwników, że zmobilizowali się oni wystarczająco na wygranie dwóch kolejnych partii

W drugim półfinale doszło do największej niespodzianki tego etapu turnieju. Mistrz Polski do lat 21 wespół z Mistrzem Polski w bilardzie angielskim, czyli zwycięzcy grupy A jako „Forfiter” ulegli 1:2 niżej notowanym „Jestem koniem” Wiktora Doberschuetza i Tytusa Pawlaka. W ten oto sposób w finale znalazły się dwie drużyny grające w grupie B.

tytus
Tytus Pawlak

Szymon Duda i Marek Żuchowski grali dzień wcześniej z Tytusem Pawlakiem i Wiktorem Doberschuetzem. Wówczas „Na malucha ???” wygrali to spotkanie 2:1. Finał okazał się kolejnym dowodem na to jak minione zawody były wyrównanymi zmaganiami. „Jestem koniem” powzięło srogi rewanż za grupową porażkę i mimo że wyszli oni z drugiego miejsca w grupie, okazali się najlepsi w całym turnieju, pokonując przeciwników 2:0. W całej tej historii ciekawym niuansem jest droga jednego ze zwycięzców, który w domu może postawić trofeum za wygranie 2vs2 obok zeszłorocznego. Co prawda najlepsza para zeszłego roku nie wystartowała, lecz zwycięzcy z roku 2012 i 2013, czyli „Słyszę rżenie” i „Jestem koniem” oprócz hippologicznego mianownika mają jeszcze jedną wspólną część – Tytusa Pawlaka. Wykazał się on najlepszym zmysłem taktycznym w trakcie rozgrywek na rynku transferowym przed turniejem, dzięki czemu zasilił on swoją drużynę zawodnikiem na tyle dużego kalibru, że wszak pod inną nazwą, ale mimo wszystko udało mu się obronić tytuł. Gratulacje!