logosummerChciałbym powiedzieć, że to był wybitny turniej jeśli chodzi o poziom gry zawodników, ale tego nie powiem. Chciałbym rzec, że przybyło tyle ludzi na finał, że klub pękał w szwach i było duszno jak w piekle – ale ostatni pojedynek zawodów oglądało zaledwie pięciu kibiców łącznie ze mną i dwoma ojcami finalistów. Był to jednak finał wyjątkowy, za którym tęskniliśmy w tym klubie od bardzo dawna.

Szuba-Jabłoński i Górniak, nazwiska, które dla klubowiczów mówią wiele. Niedoścignionych dwóch młokosów, którym trudno było urwać choćby frejma. Obaj już z tytułami Mistrzów Polski w dyscyplinach bilardowych, obaj uznani na krajowym podwórku, bo niejednemu faworytowi bukmacherów sprawili manto. Ale przede wszystkim to młodzieńcy, którzy w końcu zdjęli kije ze ścian i zaczęli znów grać w snookera.
Miło było popatrzeć na tę walkę – ostatecznie w meczu, nad którym kontrolę szybko przejął Karol prowadząc po czterech partiach 3:1, doczekaliśmy się maksymalnej ilości partii. Ułożyła się ona idealnie dla poznaniaka, który przy każdym podejściu dokładał po kilkanaście punktów na swoje konto i przy dwóch czerwonych na stole mógł już poczuć się bezpiecznie. Niemniej, Górniak tanio skóry nie sprzedał i jeszcze parokrotnie postawił snookera szukając szansy na ostateczny sukces, ale Szubek odwdzięczając się dokładnie tym samym w końcu postawił kropkę nad „i” i to właśnie on chwilę potem podniósł najbardziej okazały puchar.

Sam turniej miał być naprawdę mocno obsadzony jak przystało na finały Summertime. Niestety nie dotarli do klubu Jacek Walter i Paweł Rogoza, których los kierował na bezpośredni pojedynek już w drugiej rundzie. Skorzystał z tego późniejszy zwycięzca i bez straty partii przefrunął aż do finału.
Bardzo dobrze zagrał Marek Żuchowski, nieźle Wiktor Doberschuetz – obaj zajęli trzecie miejsca. Zapachniało co prawda niespodzianką w pierwszej rundzie, kiedy to Michał Białek bez respektu atakował Wiktora i niewielkie błędy w końcówce decydującej partii pozbawiły go ostatecznie zwycięstwa. Na sprawienie niespodzianki miał apetyt także Rafał Zimniak i śmiem twierdzić, że gdyby rączka nie zadrżała w dwóch momentach to on odprawiłby z kwitkiem Krzysia Górniaka już w pierwszej rundzie.
Dziękujemy wszystkim za udział w Summertime 2013, zapraszamy na kolejne rozgrywki letnie już za 10 miesiecy! Z ligą szybko czas zleci!