Nowe postanowienia, nowe nadzieje, nowe plany. Hasła początku każdego roku, które zwyczajowo szybko upadają jedno po drugim, niczym nadzieje obywateli na spełnienie obietnic wyborczych polityków zwyciężających w wyborach jakiejkolwiek maści. Okres świąteczno-noworoczny wprowadza większość ludzi w tryb zgnuśniało-zastany co powoduje, że z początkiem stycznia powstaje okazja odgrodzenia grubą kreską czegokolwiek co nam się nie podobało do połowy grudnia. Na ten przykład – nasza gra w snookera. Z nowymi nadziejami, ze świeżością w grze po dla niektórych miesięcznej przerwie od rozgrywek ligowych, przystąpiliśmy do pierwszych zawodów snookerowych roku 2015.

Rozstawianie w drabince według rankingu PORS staje się coraz bardziej problematyczne, gdyż coraz mniej poznaniaków jest w nim sklasyfikowanych. Dodatkowo szczątkowe punkty na ich koncie powodują sytuację, w której zawodnicy w tym rankingu zajmują pozycję ex aequo, przez co w poszczególne pola drabinki trafiają poprzez warunki drugiego, czy trzeciego sortu, na co dzień tak zapomniane jak chociażby przepis kodeksu drogowego, mówiący o tym, że prawo jazdy można stracić również na tafli jeziora prowadząc rower wodny pod wpływem alkoholu.

Pierwszy mecz, pierwszy frejm i poprzeczka zawieszona tak wysoko, że nikt jej do końca turnieju nie przeskoczył. Remigiusz Augustyniak w meczu z Nikodemem Jankowiakiem w jednym podejściu wbił 39 punktów, czym pobił swoją „życiówkę”. To osiągnięcie oczywiście powędrowało na szczyt listy brejków i mimo że Remik odpadł już w następnym meczu w 1/8 finału z Marcinem Jamroziakiem, to zmagania zakończył z pucharem w ręku.

Pierwsze sesje turnieju cechowała duża nieregularność spotkań. Oba mecze Augustyniaka toczyły się w szybkim tempie. Zajęły one w sumie mniej czasu niż jedno z najbardziej zaciętych spotkań weekendowych zawodów toczonym na stole obok między Marcinem Dzbanuszkiem a Arkiem Kaźmierowskim. Od tego meczu swoją karkołomną przygodę w turnieju rozpoczął „Dzbanek”, najpierw po męczarniach ogrywając Arka. W kolejnym meczu ograł on turniejową „jedynkę” Konrada Kubasiewicza, który mimo przegranego swojego jedynego meczu zdołał wpisać się na listę brejków z osiągnięciem 25 punktów. Dzbanuszek swoje boje zakończył na meczu o półfinał z Sebastianem Wawrzyniakiem. Po dwóch sześciofrejmowych meczach nie miał on już wystarczająco sił witalnych, by postawić rzeczywisty opór późniejszemu zwycięzcy turnieju – przegrał 0:2.

W podobnym scenariuszu z turniejem pożegnał się brązowy medalista Fryderyk Bukowski. Tylko pierwsze spotkanie jego zakończyło się pewnym zwycięstwem 2:0. Pokonał on wówczas Macieja Śniegowskiego. Kolejne starcia, to wymagający przeciwnicy w postaci Rafała Zimniaka i Tytusa Pawlaka. W tym wypadku, zwycięstwa Fryderyk wyszarpywał po trzecim rozegranym frejmie. Podobnie jak Dzbanuszek, Bukowski przystąpił po dwóch wyczerpujących meczach do spotkania z Sebastianem Wawrzyniakiem. Efekt był również podobny – pewne 2:0 „Wawrinki” i to on czekał na rywala w finale.

Wyboistą przygodę po puchar miał również Marcin Smorawski. Najpierw rozprawił się z Andrzejem Kurczewskim – niespodziewanym triumfatorem nad Piotrem Gazdą. Potem już nie było żartów, gdyż przy stole stanął Przemek Poźniak. Spotkanie – a jakże – zakończyło się po trzech frejmach. Ten mecz o półfinał wygrał Smorawski. W przedostatnim meczu turnieju nie sprostał on jednak niesionemu zwycięstwem nad faworytem zawodów Wiktorem Doberschuetzem Marcinowi Jamroziakowi. 0:2 i puchar za trzecie miejsce dla Smorawskiego.

Finał przebiegał przy dość gwarnym klimacie klubowym, jednak widownia była bardzo uboga, mimo że wysoka jakościowo. Zmaganiom Jamroziaka i Wawrzyniaka przyglądała się jedyna uczestniczka noworocznych zawodów. Sebastian otwierającą partię przegrał. Był to pierwszy frejm przegrany w turnieju od czasu meczu z … przyglądającą się finałowi Anią Gruszkiewicz. Najwidoczniej oddanie jednej partii było wkalkulowane przez Sebastiana, gdyż nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Dowodem na to jest przełamanie w drugiej odsłonie pojedynku, jak i również wygranie trzeciego, zaciętego do ostatnich bil frejma.

Pierwsze zawody w 2015 roku wygrał Sebastian Wawrzyniak. Gratulacje!