teamgpWystartować z połową baku i zaliczyć trzy pit stopy, czy jechać z pełnym i zaliczyć dwa? Na narty nanieść smar na śnieg świeży, czy na wilgotny, bo podobno w dole trasy ma się ocieplić? Pojawiają się też formy wątpliwe etycznie: sfaulować na żółtą kartkę, by się wykartkować i pauzować w najbliższym meczu, bo za dwa gramy najważniejszy mecz w sezonie? A może celowo przegrać w rozgrywkach grupowych, by w fazie pucharowej nie trafić od razu na kandydata do tytułu? Cwaniactwo boiskowe, przebiegłość, faule taktyczne, występ na alibi. Taktyka w sporcie przybiera przeróżne postaci: od próby wygrywania wszelkim kosztem wszystkiego co się da, na zakopywaniu króliczej łapki za bramką przeciwnika przez szamana drużyny narodowej na piłkarskim Pucharze Narodów Afryki. Gdzieś pomiędzy tymi biegunami znajdzie się jeszcze miejsce dla makiawelizmu, który w sportowej rywalizacji od czasu do czasu daje o sobie znać. Również w snookerze.

Podczas zawodów drużynowych podejście taktyczne jest bardziej zauważalne. Kto rozpocznie pierwszą zmianę w meczu? Czy zmianę zawodników dokonywać na początku strefy zmian, czy zawodnika utrzymywać przy stole tak długo jak tylko pozwalają na to przepisy? Zaprawione w bojach drużyny sobie radzą z tym lepiej. Nowicjusze dopiero zbierali doświadczenie.

W Team Grand Prix wystartowało 5 drużyn. Zaczęły one od zmagań w jednej grupie, z której cztery ekipy awansowały do fazy pucharowej. Otwierającym turniej spotkaniem było starcie, które okazało się być najbardziej wyrównanym meczem turnieju. Pojemniki PET (Jamroziak, Dębski, Bystrzyński) zwyciężyły Cyngli Białego (Deckert, Wawrzyniak, Kuśnierz) 120:112. Uczestnicy tego spotkania po przeanalizowaniu siły ogniowej pozostałych drużyn zgodnie stwierdzili, że rozstrzygnęli między sobą kwestię, która z tych dwóch drużyn wyjdzie z miejsca trzeciego, a która z czwartego do fazy pucharowej. Okazało się, że bardziej pomyliły się tylko osoby zaciągające kredyt we frankach, sądzące, że robią interes życia.

A potem? Potem zaczęło się dziać ciekawiej. Obrońcy tytułu (Doberschuetz, Górniak) wymienili jedno ogniwo: Karol Szuba-Jabłoński został zastąpiony Tytusem Pawlakiem. Trudno uwierzyć by ta roszada była przyczyną, ale z jakiegoś powodu Co Zrobić przegrało pierwsze dwa spotkania. Finalistów z zeszłego sezonu spotkała podobna historia. Paweł Rogoza z Rafałem Zimniakiem wymienili Marcina Smorawskiego na Piotra Gazdę i również przegrali dwa pierwsze spotkania. Zwycięstwa zatem przytrafiały się większości drużyn. Jedynym wyjątkiem byli Zieloni (Śniegowski, Stęsik, Tyszer), którzy zgodnie z nazwą swojej drużyny płacili wszystkim debiutanckie frycowe. Amplituda zdobyczy punktowych w miarę upływu turnieju jednak wzrastała. Zaczęli najgorszym wynikiem w tegorocznej edycji turnieju – przegraną 34:121 z Pojemnikami PET, by zakończyć swoim najlepszym występem z nota bene późniejszymi zwycięzcami, którym wbili 74 punkty. Gdyby doświadczenie z tego turnieju mieli przed przystąpieniem do meczów, wyniki ich pozostałych spotkań wyglądałyby inaczej.

Ostatnie gry grupowe, które odbywały się w niedzielę, dopełniły niespodziewanej kolejności w tabeli. Na miejscu pierwszym wylądowała drużyna Cyngli Białego, która po pierwszym swoim meczu przypisywała sobie miejsce czwarte. Późniejsi finaliści zajęli odpowiednio miejsca trzecie i czwarte, co było tak wiarygodne, jak telewizyjne reklamy piwa bezalkoholowego, w czasach zakazu reklamowania alkoholu, gdzie na końcu każdej z nich aktor mrugał porozumiewawczo do nas jednym okiem. Faza pucharowa miała szybko zweryfikować ten układ.

Cyngle Białego, które pokonały w fazie grupowej Co zrobić 124:74, w meczu o awans do finału już sobie nie poradziły. Duża strata od początku spotkania okazała się być nie do odrobienia. Całe spotkanie przegrali poważnie 112:202. Drugi półfinał był dziwnym widowiskiem. Pojemniki PET oraz Ostrogi Jeźdźców Apokalipsy grali ze sobą ostatnie spotkanie grupowe a następnie „los” splótł ponownie ich drogę w rozgrywanym za dziesięć minut meczu półfinałowym. Spotkanie grupowe Pojemniki PET przegrały srogo, bo aż 42:120. W półfinale walka była za to wyrównana i mimo że w na pierwszej zmianie Paweł Rogoza „odjechał” najwyższym brejkiem turnieju wysokości 44 punktów, to na trzeciej zmianie na tablicy wyników widniał 130:130. To właśnie Rogoza zrobił największą różnicę, przez co doprowadził „Ostrogi” do niezagrożonego zwycięstwa 200:155.

Finały w historii Team Grand Prix bywały przeróżne. Zdarzało się wygrywanie dwukrotną przewagą punktów (2014), czy też fortele z wypuszczeniem przeciwników na 70 punktów do przodu, po to żeby udać się za nimi w szaleńczy pościg (2012). W tym roku finał okazał się być najbardziej zacięty i zakończył się najmniejszą różnicą punktową w historii. Jego przebieg był jednak dość burzliwy. Ostrogi Jeźdźców Apokalipsy w drugiej zmianie mieli już przewagę ponad 50 punktów. Niestety – w trakcie upływu meczu udało się im ją roztrwonić. Na ostatniej zmianie na czele byli Co zrobić z finiszującym Krzysztofem Górniakiem. „Ostrogi” wpuściły na ostatnią zmianę swojego niezawodnego wyżła pościgowego - Pawła Rogozę. W ostatnim meczu Team GP Paweł jednak nie sprostał zadaniu. Co zrobić wygrało 244:210. Gratulacje!

W rankingu SummerTime po trzecim turnieju Cyklu liczne przetasowania. Co ciekawe 2/3 zmian pozycji to spadki. Na tym etapie letnich gier brakuje już spektakularnych awansów czy spadków. Najwyższy skok do góry zanotował półfinalista Waldemar Dębski (+27). Największy spadek o jedyne 6 oczek zaliczyli Robert Czupryniak i Michał Potysz, którzy mimo degradacji nadal znajdują się w pierwszej dziesiątce. Kolejne zawody snookerowe to Snooker Plus rozgrywany 1-2 sierpnia. Zapraszamy!