OMWCzy się da grać w snookera w temperaturze 38 stopni Celsjusza? Ani statystyki turniejowe, ani skład finału, ani nawet frekwencja na 12ft CUP nie wskazują na to, że się nie da. Finał piękny i zacięty, tradycyjnie z najlepszym podejściem punktowym w turnieju, czyli brejkiem 60 Pawła Rogozy, ale ze zwycięstwem wychowanka naszego klubu Karola Szuba-Jabłońskiego.


Jak już wspominałem, pogoda raczej sprzyjała wyjazdom wakacyjnym niż zabawie przy 12-to stopowych stołach, toteż  finalistom, którzy faworytami zawodów wszakże byli niezaprzeczalnymi, od początku szło trochę pod górkę. Szubek męczył się już z Wawrzyniakiem, później stracił frejma z Potyszem, a najłatwiejszy mecz o dziwo trafił mu się w półfinale przeciwko Słodzince, który po drugim dniu turniejowym ledwie zipał pochylając się nad stołem.
Jak po grudzie również szło Rogozie, który potykał się i gonił wynik w pojedynku z Kondradem Kubasiewiczem, ostro walczył do ostatnich bil z Rafałem Zimniakiem, aby w półfinale odeprzeć Tytusa Pawlaka.
Pozostali zawodnicy niespodzianek nie próbowali sprawić. No, może oprócz Tomka Kasińskiego, który poradził sobie z Pawłem Deckertem i skradł frejma Tytusowi Pawlakowi w ćwierćfinale. W pozostałych pojedynkach zgodnie wygrywali nie tyle wyżej rozstawieni co bardziej doświadczeni snookerzyści.
Przy stołach arbitrażu udzielały dwie, rozświetlające jeszcze bardziej słoneczną niedzielę, sędzie – Wiktoria Jędruszek i Sara Kwiecińska. Druga z pań posędziowała swój pierwszy finał, w którym przede wszystkim poćwiczyć mogła odtwarzanie sytuacji po chybieniach, bowiem tylko jeden frejm zakończył się dość wczesnym poddaniem partii, a pozostałe cztery były bardzo zacięte. Szale na swoją korzyść, jak już na wstępie zaznaczyłem, w decydującym starciu przechylił Karol Szuba-Jabłoński i przerwał swemu oponentowi passę trzech kolejnych zwycięstw w tych zawodach.
Karol wygrał 12ft CUP po raz drugi, a czekał na zwycięstwo okrągłe 5 lat.