2vs2W poprzednich edycjach był przynajmniej element niepewności. Dużo odrabiania strat, decydujących frejmów. W tym roku w 2vs2 Tytus Pawlak z Wiktorem Dobreschuetzem zwyciężyli bezapelacyjnie. Ich drużyna „Łyse Konie” wygrała wszystkie rozegrane dziesięć frejmów, nie oddając ani jednego przeciwnikom. Ich najwyższe miejsce na liście brejków potwierdza tylko dominację w turnieju.

Zaczęło się od zmagań grupowych. Grupa A, mniej liczna, była postrzegana jako ta trudniejsza. Trzy ekipy, gdzie każda mogła myśleć o zajęciu pierwszego miejsca. Grupa śmierci – na pewno dla jednej z drużyn. Pechowcami, którzy nie awansowali do fazy pucharowej były „Pojemniki PET” (Marcin Jamroziak, Przemysław Poźniak), którzy dwukrotnie ulegli. Najpierw po zaciętej walce pokonali ich 1:2 „Nie Ma Problemu” z Rafałem Zimniakiem i Marcinem Smorawskim a następnie już bardziej zdecydowanie przegrali 0:2 z późniejszymi triumfatorami zawodów.

Skład grupy B przed rozpoczęciem rozgrywek również powodował powstawanie szeregu pytań. Trudno było wskazać jednoznacznych faworytów. Smaczku dodawał fakt udziału drużyny „Gile” z Głogowa, której to potencjał był trudny do oszacowania na tle pozostałych ekip tej grupy. Życie miało wkrótce odpowiedzieć na to pytanie dość zaskakująco. Drużyna „Gang Olsena” (Paweł Deckert, Sebastian Wawrzyniak), która według rankingu SummerTime była najwyżej sklasyfikowana, w ogóle nie weszła do fazy pucharowej. Doskonale spisali się Robert Jachimowski z debiutującym w rozgrywkach letnich Karolem Siódmiakiem („Dream Team”). Wygrali wszystkie grupowe spotkania. Z miejsca drugiego wyszły „Gile” (Jarosław Strugała, Tomasz Leśniak), głównie dzięki zwycięstwu nad wyraźnie zaskoczonymi zawodnikami „Gangu Olsena”. Ekipa „My Tu Po Bułki” wpisała się w swoje motto w nazwie i stanowiła jedynie tło dla zmagań pozostałych ekip. Tandem Piotr Gazda i Mikołaj Stęsik nie ugrał niestety ani jednego frejma.

Faza pucharowa turnieju najszybciej zakończyła się dla gości z Głogowa. „Gile” dość szybko uległy „Łysym Koniom” oddając im dwa frejmy, nie wyrywając im żadnego. Drugi półfinał był z kolei ciekawszy. „Nie Ma Problemu” objęły łatwo prowadzenie w spotkaniu z „Dream Teamem”. Jachimowski z Siódmiakiem drugi raz w turnieju musieli odrabiać straty. Drugi raz sztuka ta została zakończona sukcesem – wyszli z dołka i całe spotkanie wygrali 2:1.

Finał zakończył się w dwóch frejmach. Oba zdecydowanie wygrali zawodnicy drużyny „Łyse Konie”. Zwłaszcza druga odsłona mogła się podobać, gdyż w tym właśnie ostatnim frejmie zawodów padł najwyższy brejk – 39 punktów. Wiktor Doberschuetz wygrywa te zawody po raz trzeci z rzędu. Tytus Pawlak – po raz czwarty. Ktokolwiek inny wygra ten turniej w przyszłym roku – będzie to największa sensacja lata 2016.

W rankingu SummerTime brak wielkich zmian. Większość przesunięć w klasyfikacji nastąpiła co najwyżej o kilka miejsc, jednak na szczycie doszło do zmiany lidera. Wiktor Doberschuetz zdegradował Pawła Rogozę, a pomiędzy nich wcisnął się jeszcze Tytus Pawlak. Za nami sześć turniejów – przed nami Shoot Out (5-6.09), czyli ostatnie zawody przed Turniejem Finałowym SummerTime. To również dobra okazja, by przypomnieć, że najwyżej sklasyfikowany zawodnik w rankingu SummerTime będzie miał prawo przystąpić od razu do pierwszej ligi w jesiennej edycji Ligi Snookera 12ft. Oczywiście jeśli zwycięzca rankingu z tego prawa zrezygnuje, przechodzi ono na kolejnego, niżej sklasyfikowanego, aż do skutku.

A w najbliższą sobotę coś dla zwolenników gry w snookera w najbardziej rozrywkowej formie – turniej, który nie jest zaliczany do klasyfikacji SummerTime – Memoriał Billa Werbeniuka.